Darek Strychalski: „Bieganie jest sensem mojego życia”

Pamiętacie Darka Strychalskiego? Ten niezwykły biegacz po raz drugi wybiera się na ultramaraton Badwater. Na przeszkodzie w pokonaniu 217-kilometrowej trasy nie stoi niedowład i częściowy paraliż Darka. Problemem są pieniądze.

Chociaż Darek ma na swoim koncie niezwykłe osiągnięcia, nie zainteresował się nim dotychczas żaden poważny sponsor, a udział w Badwater będzie możliwy tylko wtedy, gdy pomogą mu inni biegacze. Wystarczy nawet niewielka wpłata na portalu Polak Potrafi. Projekt publicznej zbiórki wsparło już ok. 380 osób, ale żeby zakończył się sukcesem brakuje jeszcze 13 000 zł.

Darek zdradził nam, czy denerwuje się powodzeniem projektu i jakie ma najbliższe plany

Do końca zbiórki pozostało trochę ponad 20 dni. Kwota do zebrania wydaje się niewielka. Masz obawy, że się nie uda?

Jestem dobrej myśli. Myślę, że się uda. Szukamy też dodatkowo sponsorów, ale na razie nie przyniosło to rezultatów. Cały czas próbujemy, działamy. Jest dookoła nas wielu życzliwych ludzi np. Łukasz Fabiański ufundował niedawno koszulkę z autografami zawodników Arsenalu. Organizatorzy imprez biegowych przeznaczyli na zbiórkę pakiety startowe. Wierzę w ludzi i z optymizmem czekam na koniec zbiórki.

Pracujesz w firmie sportowej. Czy twój pracodawca bierze udział w projekcie?

Niestety nie bardzo chcieliby partycypować w kosztach. Pracuję tam dopiero od pół roku, ale firma zgodziła się na dwumiesięczny urlop bezpłatny, żebym mógł wystartować w Badwater. Ten urlop był niezbędny. Chcę się dobrze przygotować do biegu i nie chcę zawieść ludzi, którzy zdecydują się mnie wesprzeć.

Przy pierwszym podejściu do Badwater nie wszystko poszło tak, jak trzeba. Były problemy z regulaminem, zapasami, upałem. Co zadecydowało o porażce?

Kondycyjnie byłem przygotowany dobrze. Kilometraż treningowy był odpowiedni. Najbardziej zaszkodziło to, że za późno znaleźliśmy się na miejscu. W dolinie byliśmy w niedzielę o 12:00, a start był w poniedziałek o 6:00 rano. Nie zdążyliśmy się zaaklimatyzować, przyzwyczaić do wysokiej temperatury. W Los Angeles wylądowaliśmy w piątek, tam wynajęliśmy samochód i jechaliśmy aż do niedzieli.

Co tym razem zrobisz inaczej? Jak się przygotowujesz? Ile dni wcześniej pojawisz się na miejscu?

Tym razem chciałbym pojechać tam już dwa tygodnie przed startem i potrenować w tamtejszych górach, żeby się przystosować do wysokiej temperatury i wysokości. W domu trenuję dostosowując ubranie. W taki dzień, jak dzisiaj (15 stopni i deszcz - red.) ubieram się dosyć ciepło. Gdy jest 20-25 stopni Celsjusza to też wybieram coś z długim rękawem. Staram się też robić duży kilometraż podczas treningów. Dziennie przebiegam minimum 40 km. Robię dwa, czasami trzy treningi dziennie. Niedawno zrobiłem sobie wyprawę biegową na trasie Łapy-Augustów-Łapy i w trzy dni pokonałem 230 km, z czego 115 km jednym ciągiem. Utrudnieniem był wózek, który ciągnąłem za sobą, żeby mieć prowiant pod ręką. To taki zwykły wózek rowerowy przerobiony przez kolegę, żeby można było go podpiąć do pasa.

Dwa, trzy treningi dziennie? To zdradź nam, ile kalorii zjadasz?

Najczęściej jadam makaron i kanapki z dżemem, ale kalorii nie liczę. Jem intuicyjnie, chociaż wiem, że przed Badwater trzeba to będzie dokładnie zaplanować i uporządkować.

Czy jak już wrócisz z Badwater, będziesz mógł powiedzieć, że spełniłeś swoje marzenie biegowe, czy może masz jeszcze inne wymarzone biegi?

Chciałbym tam wrócić i chciałbym pokonać ten dystans. Za pierwszym razem mój wyjazd i start w Badwater były możliwe dzięki wparciu fundacji „Pramerica”. Jestem im wdzięczny za to, że mogłem pozwolić sobie na start w jednym z trudniejszych biegów na świecie. Na razie nie myślę o następnych planach, ale wiadomo, że jak się spełni jedno, to się pewnie urodzi następne. Pojawią się nowe wyzwania. Inne biegi też mają albo długi dystans, albo warunki klimatyczne są problemem, niektóre są wieloetapowe.

Jakie były twoje początki biegania? Co spowodowało, że zacząłeś biegać?

Chciałem zrzucić kilka kilogramów. Początek był bardzo ciężki. Biegałem po pół kilometra, później marsz i następne pół kilometra biegiem. Jednak już po trzech miesiącach codziennego treningu byłem w stanie pokonywać 20km. Pierwsze starty były krótkie, na 5-10km. Zapisałem się też do Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych Start Białystok, ale po dwóch latach zrezygnowałem. W klubie startowaliśmy maksymalnie do 5km i na dodatek biegaliśmy po tartanie. Okazało się, że na tartanie łapię kontuzje i z tego powodu wybrałem biegi uliczne. Od 2004r. zacząłem systematycznie biegać maratony. Trzy lata później startowałem już w biegach na dystansie ultra.

Domyślam się, że te nadmiarowe kilogramy zgubiłeś już po 3 miesiącach, a przy bieganiu jednak zostałeś?

Tak. Bieganie stało się moją pasją. Nie miałem wówczas pracy i dzięki bieganiu nie znalazłem się w złym towarzystwie. Gdyby nie bieganie mógłbym łatwo trafić na grupę, w której pewnie zacząłbym pić. To by mnie wciągnęło. Biegając wiedziałem, że muszę się odpowiednio odżywiać. Alkohol też nie jest wskazany. Czasami wypiję jedynie piwo. W tej chwili bieganie jest sensem mojego życia.

Powodzenia!

Rozmawiała Ilona Berezowska