Apetyty biegaczy rosną z imprezy na imprezę. Zwracają oni baczną uwagę na szczegóły. Doceniają dobrą organizację, ale i głośno narzekają, jeśli coś poszło nie tak. Ten ostatni scenariusz życie napisało w niedzielę w Gliwicach.
Na miejsce dotarliśmy pół godziny przed startem. Biuro zawodów zlokalizowane było na sali gimnastycznej, gdzie przed słońcem chroniła się większość biegaczy. Tuż przed godz. 11 wszyscy udali się w oddaloną o kilkaset metrów linię startu.
Kilka chwil później padł wystrzał startera. Do wyboru było kilka dystansów: 10 km, 5 km kobiet, bieg VIP-ów. Niestety, mimo zaangażowania organizatora błąd sędziego - wolontariusza kierującego na właściwą trasę zawodników z dwóch pierwszych dystansów spowodował, że koniec zawodów był inny, niż wszyscy się spodziewali. A nie był jedyny problem tego dnia.
– Bieg w Gliwicach zdecydowanie nie należał do łatwych. Po pierwsze z racji temperatury i słońca, które mocno grzało i na całej trasie w zasadzie wgryzało się w biegaczy. Druga sprawa to podbiegi. Dawały się we znaki przy tej pogodzie. Nie wiem tylko, czy ze względu na lejący się z nieba skwar czy przez pomyłkę służb porządkowych skrócono trasę z 10 do około 7,5 km – opowiadał nam na mecie Michał Gaweł. – Pierwszy raz startowałem w takich warunkach. Biegło się ciężko. Mimo to, jestem zadowolony. Kolejne doświadczenie na koncie. A poza tym zawsze wychodzę z założenia, że nie ma biegania straconego – komentował.
– Dzisiejszy bieg wg mnie nie należał do najłatwiejszych. Upał dał się we znaki, mimo przyjemnej trasy i mało licznych podbiegów - temperatura przerosła chyba nie tylko mnie. Wolontariusze na trasie spisywali się świetnie, mocno dopingowali, ale niestety zabrakło wody w połowie trasy. Ta zresztą okazała się krótsza niż planowano, o czym poinformowano dopiero na mecie. Pozostał wtedy wielki niedosyt – oceniała Aleksandra Klaudel.
Podobne odczucia miał Grzegorz Tytko, który jednak dosadniej skomentował całe wydarzenie.
– Niestety bieg przerósł możliwości organizatorów. Ogromna kolejka w biurze zawodów, niekompetencja osób ubezpieczających trasę, skutkująca pokierowaniem wszystkich biegaczy niewłaściwą drogą, oraz woda dostępna w tak wielkim upale jedynie na mecie, choć zgodnie z regulaminem miała być i po 5 km. A i tak nie dla każdego wystarczyło. Na pocieszenie pozostaje mi zestaw startowy, w którym otrzymałem specjalny rabat na treningi, ważny do... 7 czerwca, czyli do wczoraj – żalił się p. Grzegorz.
Michał Kwieciński pomimo zdenerwowania całe wydarzenie potraktował z humorem. – Pewnie organizatorzy chcieli skrócić nasze zmagania z żarem lejącym się z nieba, stąd to zamieszanie z kilometrami – uśmiechał się nasz rozmówca.
Wszyscy nasi rozmówcy wyrażali jednak nadzieję, że organizatorzy wyciągną wnioski z imprezy i jego kolejna edycja przebiegnie sprawnie. Bo chętnie tu znów zawitają. – Kalendarz biegowy Śląska nie jest tak obfity jak na Mazowszy czy Wielkopolsce – wskazywali.
KK