Feyisa Lilesa, wicemistrz olimpijski, przekraczając linię mety podczas maratonu w Rio uniósł skrzyżowane ręce w geście, który w Etiopii był znakiem używanym przez społeczność Oromów. Chciał w ten sposób pokazać solidarność z ludźmi, których protesty przeciwko uwłaszczaniu ziemi, zostały krwawo stłumione przez rząd.
This is the bravest act of the 2016 Olympics. Here's a little more about what Feyisa Lilesa was protesting: https://t.co/DHKLiHmi9T
— Kevin Sieff (@ksieff) 21 sierpnia 2016
Dzięki temu, co zrobił, świat dowiedział się o oromskich ofiarach (członkowie ludu Oromów, który od listopada ubiegłego roku regularnie organizuje protesty antyrządowe) i trudnej sytuacji społeczno-politycznej w Etiopii. Srebrny medalista olimpijski stał się symbolem walki i inspiracją dla Oromów, jednocześnie wrogiem we własnym kraju.
Jego powrót do Etiopii nie był możliwy. Po zakończeniu Igrzysk pozostał w Brazylii. Prawnicy szukali sposobu na przyznanie mu wizy amerykańskiej na specjalnych zasadach, a Internauci zbierali fundusze, by proces przymusowej imigracji był możliwy. Ostatecznie etiopski maratończyk zamieszkał w USA, w Arizonie i martwił się o swoją rodzinę, która została w Afryce. Miesiąc po olimpiadzie, udzielając wywiadu telewizji Al Jazeera łamiącym się głosem mówił o telefonach do żony i pytaniach dzieci, czy jeszcze go zobaczą.
Od tamtych wydarzeń minęło pół roku. W miniony we wtorek, w Walentynki, wreszcie spełniło się marzenie Lilesy. Na lotnisko w Miami, z ważnymi wizami w paszportach, przylecieli jego żona, syn i córka. Nie brakowało wzruszenia i radości, zwłaszcza, że rodzina nie była pewna, jak zostanie przywitana przez służby imigracyjne. Dekret nowego prezydenta USA Donalda Trumpa zawiesił przyjmowanie imigrantów na 120 dni mimo ważnych wiz. Ta decyzja została zablokowana przez sąd federalny zaledwie tydzień przed przylotem rodziny Lilesy.
„Jestem szczęśliwy, że zobaczyłem swoją rodzinę, ale wypełniają mnie również mieszane odczucia. To dlatego, że zawsze pragnąłem żyć we własnym kraju, z moją rodziną, pomiędzy moimi ludźmi. Nigdy sobie nawet nie wyobrażałem, że będę żył na wygnaniu, odseparowany od nich” - napisał w swoim oświadczeniu Lilesa.
IB