Granią wulkanu, w upale i w towarzystwie gwiazd. Krystian Ogły biegnie w Transvulcanii

Dziś o poranku na trasę szóstej edycji Transvulcanii, rozgrywanej w górzystym terenie hiszpańskiej wyspy La Palma, wyruszyło 17 Polaków. Wśród nich jest Krystian Ogły, który 80 km do Los Llanos de Aridane pokona już po raz drugi. Tuż przed startem opowiedział nam o swoich oczekiwaniach, obawach oraz... imprezie integracyjnej z polskimi uczestnikami słynnego ultramaratonu.

To Twój drugi start w Transvulcanii. Wiesz, czego możesz się spodziewać? Jaką taktykę obrać?

Transvulcania to wbrew pozorom bardzo wymagający bieg. Wiele odcinków jest trudnych technicznie, organizm odczuwa zmiany ciśnienia spowodowane przemieszczaniem się z poziomu morza na wysokości w zakresie 2000-2500 m n.p.m. i ponownie do poziomu morza. Największym przeciwnikiem jest tu jednak upał. W wysokich temperaturach organizm może dojść do skrajnego wyczerpania bardzo gwałtownie. Odczułem to na własnej skórze w ubiegłym roku. Całe szczęście wszystko dobrze się wtedy skończyło.

Moja tegoroczna taktyka będzie polegała głównie na takim rozplanowaniu wysiłku i nawadnianiu organizmu, aby tym razem uniknąć podobnych kłopotów. Kluczowym odcinkiem będzie zbieg ze szczytu Roque de Las Muchachos (2426 m n.p.m.) będącego na ok. 50 kilometrze trasy do plaży w Tazacorte (ok. 68 km). Cały poprzedzający etap trasy wydaje się przy tym dość łatwy. Główna trudność tego zbiegu polega na tym, że jest on bardzo stromy i trudny technicznie, odbywa się w najcieplejszej porze dnia, a wraz ze spadkiem wysokości wyraźnie czuć wzrost temperatury. Człowiek ma wrażenie jakby wbiegał do piekła (śmiech).

Czy liczysz na to, że poprawisz zeszłoroczny wynik? W jaki czas celujesz?

Liczę, że jeśli uniknę problemów na trasie i nie będę przez to zmuszony do robienia dłuższych odpoczynków, będę mógł poprawić swój zeszłoroczny wynik. Trudno jest mi prognozować dokładny czas, ale gdybym wyeliminował wszystkie zbędne postoje z poprzedniej edycji, poprawa o około godzinę będzie dla mnie satysfakcjonująca. Celuję więc w czas w okolicach 10h30min. Priorytetem jest jednak dla mnie dotarcie do mety.

Do jakich polskich zawodów porównałbyś Transvulcanię?

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy to Bieg Ultra Granią Tatr. Zbliżony dystans, nieco więcej przewyższeń, ale przede wszystkim wbieganie na wysokości ok. 2000 m n.p.m. i duży zbieg na koniec. Nie brałem udziału w samym biegu, ale byłem w tym czasie w Zakopanem i zdążyłem poznać trasę oraz obserwowałem zawody. Wówczas też było bardzo ciepło. Na Transvulcanii finałowy odcinek to jeszcze wspinaczka na wysokość blisko 400 m n.p.m. do Los Llanos na tzw. „dobicie”, ale jeśli można jakiś bieg porównywać z Transvulcanią, to chyba właśnie Grań Tatr.

Co takiego ma w sobie Transvulcania, że zdecydowałeś się wystartować tam drugi raz? Dlaczego warto tam biegać?

Transvulcania to niesamowite zawody. Po pierwsze La Palma oferuje przepiękne trasy z bajkowymi widokami na wybrzeże, ocean i sąsiednie wyspy. Centralną część wyspy stanowi potężny krater wulkanu Taburiente. Trasa biegu prowadzi m.in. jego granią, przez co widoki zapierają dech w piersiach i dodają energii. Udział w Transvulcanii jest limitowany jedynie liczbą dostępnych miejsc, nie są potrzebne punkty kwalifikacyjne, jest więc dostępny praktycznie dla każdego. Daje to możliwość uczestniczenia w zawodach sportowych ramię w ramię z najlepszymi biegaczami górskimi świata, którzy upodobali sobie ten właśnie bieg. Nigdzie na świecie nie przyjeżdża tak wielu czołowych zawodników. Dla mnie - biegacza amatora - to duża frajda i satysfakcja. Kolejną sprawą jest możliwość spędzenia urlopu w ciepłym klimacie, który w tych okolicach jest gwarantowany.

Przyleciałeś na La Palmę dziesięć dni przed startem. Aklimatyzowałeś się?

Wcześniejszy przyjazd wynika z kilku powodów. Najważniejszym rzeczywiście jest aklimatyzacja. Przed biegiem w wysokich temperaturach warto przystosować organizm do takich warunków. Poza tym ważne jest przystosowanie się do zmian wysokości. Kilka pobytów powyżej 2000 m n.p.m. połączonych z przemieszczaniem się w górę i w dół pozwala nieco przyzwyczaić się do tego, co będzie na trasie biegu. W zeszłym roku na grani Taburiente widziałem wielu zawodników, którym organizm odmawiał posłuszeństwa w wyniku kumulacji wysiłku i szybkiego osiągnięcia znacznej wysokości. Transvulcania odbywa się zazwyczaj w okolicach 10 maja. Warto więc połączyć to z naszym długim weekendem majowym, żeby przy okazji zrealizować dłuższy odpoczynek od spraw zawodowych.

W Transvulcanii startuje 17 zawodników z Polski. Wiem, że urządziliście spotkanie integracyjne. Były rozmowy o starcie? Uczestnicy zdradzali swoje oczekiwania co do wyniku na mecie?

Wczoraj (w czwartek – red.) w barze La Vitamina w Los Llanos de Aridane, czyli w miejscowości, gdzie znajduje się meta biegu, spotkała się kilkunastoosobowa grupa Polaków startujących na różnych dystansach oraz osób towarzyszących. Bar prowadzi bardzo sympatyczna Polka oraz Kubańczyk. Atmosfera była bardziej wesoła niż napięta. Na pewno każdy odczuwa stres wynikający ze zbliżającego się biegu, ale takie spotkanie jak wczoraj, służyło raczej rozluźnieniu i oderwaniu myśli od zawodów.

Oczywiście pojawiały się dywagacje na temat planów startowych, ale były na dalszym planie. Myślę, że ze względu na to, że większość zawodników pobiegnie po raz pierwszy, trudno jest spekulować na temat konkretnych czasów ukończenia. W La Vitaminie nie zabrakło naszego najlepszego zawodnika, który powinien liczyć się w czołówce. Udowodnił to już w ubiegłym roku zajmując 10. miejsce. W tym roku ok. 50 zawodników może liczyć się w walce o podium. Mam świadomość, że dla takiego zawodnika jak Marcin (Świerc – red.) presja wyniku jest ogromna i nie ma co rozmawiać o konkretnym miejscu na mecie. Wiem, że planuje poprawić swój zeszłoroczny czas, co dla każdego jest naturalne i tego mu przede wszystkim życzę.

Doradzałeś jak pokonać trasę?

Kilka pytań do mnie odnośnie trasy i jej trudności rzeczywiście było, zawsze chętnie na nie odpowiadam, chociaż nie jestem ekspertem. Uważam, że każdy zna siebie i swoje możliwości najlepiej i najważniejsze w takich biegach jest to, żeby „robić swoje”. Spekulowanie na temat ostatecznej lokaty na mecie też nie ma sensu, ponieważ w biegach ultra najważniejszą walkę toczy się z samym sobą. Jeśli dobiegasz do mety, zwłaszcza w takiej atmosferze jak tutaj – po czerwonym dywanie, otoczony tłumem kibiców – jesteś zwycięzcą!

Czy spotykacie się także na treningach?

Wyspa jest mała, ale sporo tu tras biegowych. Trenowałem zazwyczaj z kolegą Przemkiem. Kilka razy jednak udało się nam spotkać z Marcinem Świercem oraz zawodnikami prowadzonego przez niego obozu biegowego. Poza tym kilka dni temu w okolicach Fuencaliente spotkaliśmy Błażeja Łyjaka i Kasię Antosz. Błażeja znam z zeszłego roku. Biega szybciej ode mnie, ale bardzo się polubiliśmy. Fajnie, że znowu tu przyjechał i będę za niego mocno trzymał kciuki. Kasia startuje w półmaratonie. Tutaj jego dystans wynosi ok. 26 km i 2000m podbiegu. Będzie więc miała co robić.

W zeszłym roku spotkałeś na treningu Kiliana Jorneta. Czy w tym roku miałeś okazję spotkać któregoś ze sławnych zawodników?

Spotkanie mocnego zawodnika tutaj nie jest czymś nadzwyczajnym. Tak się składa, że mieszkamy w hotelu, w którym zameldowana jest większość zawodników z elity. Poza konferencjami prasowymi dostępnymi dla wszystkich, najczęściej widzimy się zwyczajnie podczas posiłków. Po kilku dniach wszyscy, nie tylko biegacze z elity, zaczynamy się naturalnie pozdrawiać. Biegacze, nawet ci najwyższej światowej klasy, są zawsze bardzo otwarci i chętnie wdają się w dyskusje o bieganiu, zwłaszcza kiedy rozmawiają z drugim biegaczem.

 

Na co trzeba zwrócić szczególną uwagę, szykując się do startu w Transvulcanii? Szczególnie na kilka dni przed startem?

Na kilka dni przed startem najważniejszy jest odpoczynek i relaks. Warto zająć się czymś, co pozwoli oderwać myśli od biegu. Na La Palmie najlepiej poleniuchować, wybrać się na spacer, popływać w basenie. To już nie jest czas na intensywne treningi. Do startu trzeba przystąpić wypoczętym. W ostatnim dniu przed startem należy przygotować sobie ekwipunek, płyny i żywność na trasę. Warto zadbać o to, żeby na mecie znalazły się rzeczy np. do przebrania się. Można je spakować osobno i podać osobie, która nas „serwisuje” albo skorzystać z transportu organizatorów. Na koniec zostaje porządne wyspanie się.

Czy trzeba być bardzo doświadczonym zawodnikiem, żeby móc wystartować w tym biegu?

Uważam, że nie trzeba. Limit 18 godzin na ukończenie zawodów jest dostosowany do mniej doświadczonych biegaczy. Nie można jednak tego biegu lekceważyć. Nie jest to zwykły spacerek po górach i planując taki start warto już znać trochę swoje możliwości. Na szczęście górskich imprez biegowych mamy w Polsce pod dostatkiem i jest gdzie przygotowywać się i poznawać swoje możliwości.

Czy organizator przygotował jakieś atrakcje przed startem? Czy odbywają się jakieś wydarzenia przy okazji biegu?

W ramach Transvulcanii od tego roku odbywają się cztery biegi. Poza ultramaratonem i półmaratonem, będzie jeszcze maraton, a wczoraj (w czwartek) – red.) był Vertical Km. Poza tym oferta imprez towarzyszących nie jest zbyt bogata. Jest kilka konferencji prasowych i prezentacji elity biegaczy.

W Los Cancajos postawiono namiot, w którym jest baza zawodów, wydawane są pakiety startowe oraz w ramach tzw. Expo prezentują się lokalni wystawcy oferujący rozmaite produkty, od rękodzieła, poprzez akcesoria sportowe i odżywki, po lokalne piwo. Jest to więc okazja raczej do poznania, czym zajmują się lokalni mieszkańcy, niż do zapoznania się z najnowszymi trendami w zakresie sprzętu w biegach ultra.

Biorąc pod uwagę to, jak Expo wyglądało w ubiegłym roku, muszę zauważyć znaczny progres. Przy namiocie działa scena, gdzie odbywają się koncerty i różne pokazy, co jest największą atrakcją dla miejscowych oraz turystów.

Dzięki za rozmowę, powodzenia na trasie!

Rozmawiał Marcin „Borman” Marianowski

fot. Archiwum prywatne Krystiana Ogłego

Krystian Ogły, ultramaratończyk, biegacz górski, pierwszy uczestnik Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, który pokonał trasę imprezy w czasie poniżej doby, w kolejnych latach ustanawiał tu też kolejne rekordy. Zajął 110. miejsce w UTMB 2012 r., 3. miejsce podczas Krakonosovej Stovki 2013 oraz 189. podczas ubiegłorocznej Transvulcanii.