Tysięce osób pobiegły na całym świecie by wesprzeć badania nad leczeniem urazów rdzenia kręgowego. Wings for Life World Run był prawdziwym globalnym świętem biegaczy.
Statystyka i rozmach imprezy imponuje. 34 kraje, 13 stref czasowych, 34 różne trasy o rozmaitym profilu (m.in. ulice, mosty, tory wyścigowe), multitransmisja telewizyjna na 1000 kamer w telewizji oraz Internecie, wreszcie ponad 35 000 uczestników (ponad 50 000 zapisanych i opłaconych startów) z ponad 136 krajów świata.
Polską lokalizacją biegu był Poznań. Punktualnie o godz. 12:00 z toru regatowego Malta na ulice miasta ruszyło 1156 biegaczy (najwięcej uczestników zgromadził bieg w austriackim Donautal - 3094). Gonił ich tzw. „catcher car”, wyznaczający linię mety tego oryginalnego biegu. Samochód, który wyruszył 30 minut po oficjalnym rozpoczęciu zawodów, prowadził rajdowy mistrz Michał Kościuszko.
Kierowca nie czuł się posłańcem złej nowiny, wręcz przeciwnie. - Myślę, że niektórzy ucieszą się z mety, bo pokonali już wiele kilometrów - mówił przed startem reporterowi TVN24 nasz znakomity rajdowiec, prowadzący auto z prędkością od od 15 do 20 km/h. Prędkość pojazdu wzrastała wraz z upływem czasu (najwyższego pułapu 35 km/h w Polsce i na świecie nie osiągnięto).
Zawodnicy na całym świecie dzielnie walczyli o pozostanie na trasie, choć nie zabrakło i takich, którzy wyczerpani tylko czekali na zakończenie biegu. Polscy uczestnicy imprezy długo byli wśród czołówki, za sprawą całej grupy startujących – po godzinie rywalizacji i pokonaniu 18 km na trasie było wciąż ponad tysiąc biegaczy. W tym czasie w Hualien na Tajwanie odpadło już 2/3 startujących, a w kanadyjskim Prairies aż 3/4 biegaczy. Najszybszymi zawodnikami na trasie byli wtedy biegacze z Austrii i USA (Sunrise).
Po dwóch godzinach walki z trasą, ale przede wszystkim z własną psychiką, na trasie biegu pozostawało wciąż 7 000 biegaczy na całym świecie. W Poznaniu – 340. Prowadzili Michael Wardian z USA oraz Elise Selvikvag Molvik z Norwegii. W Poznaniu – znany czytelnikom naszego portalu Grzegorz Urbańczyk, trener i wychowawca młodzieży z Kleszczewa, oraz Aga Głąb, pokonując odpowiednio 31 i 28 km.
Po dwóch i pół godzinie biegu na trasie pozostawało jeszcze ok. 3 500 biegaczy. Ton rywalizacji na świecie nadawali ultrasi - Michael Wardian, Wolfgang Wallner, Coolboy Ngamole. Wśród pań najlepsze były Norweżka Molvik, i Szwajcarka Ryf. Prowadziła Christine Nagamole z RPA. Samochód pościgowy poruszał się już z prędkością 17 km/h.
Po trzech godzinach biegu odpuścić nie chciało jeszcze 2200 osób, w tym 38 biegaczy z Poznania. W naszym kraju wciąż prowadził Grzegorz Urbańczyk, pokonany dystans ok. 43 km dawał mu w tym momencie 21. miejsce na świecie. Tu przewodzili Austriak Walner Znakomicie radziła sobie Aga Głąb, która była 15. Prowadziła Szwajcarka Ryf. Najwięcej biegaczy w wyścigu miała wówczas turecka Alanya – 290 osób.
Po upływie kilku minut Aga Głąb przywitała się jednak z Michałem Kościuszką. A to oznaczało dla niej koniec rywalizacji, którą zakończyła na 39. kilometrze. – Miałam przebiec tylko 20 km, bo czułam ból. Ale to jest żaden ból w stosunku do tego, co czują ludzie, dla których dziś biegniemy. Mam nadzieję, że każady z biegaczy przysłużył się działaniom Fundacji Wings for Life – powiedziała na mecie reporterowi TVN 24 szczęśliwa biegaczka.
Grzegorz Ubrańczyk biegł dalej, jako 21 zawodnik na świecie pod względem pokonanego dystansu. Ale już czuł zbliżający się koniec biegu w swoim wykonaniu. Ostatecznie wytrwał na trasie aż 3 i pół godziny. Rywalizację zakończył na 49. kilometrze.
– Wyszedłem przebiec 5 km, pokonałem prawie 50. Wyszło przez przypadek. To miała być przygoda i była, nie liczyłem na taki sukces. Nawet nie myślałem, jak wypadnę na tle światowej czołówki, wyszło wspaniale. Pozdrawiam rodzinę, kibiców – podsumował swój występ na gorąco w rozmowie z reporterem TVN24. Po chwili odebrał z rąk organizatorów okazałe trofeum za zwycięstwo. Co ciekawe, po biegu trener, instruktor i ratownik WOPR z Kleszczewa wykonał jeszcze kilkanaście... pompek. Udowodnił, że nie wytrzymałość, a przyspieszający samochód to kluczowy czynnik w tego typu imprezie.
Wyniki Poznań:
Kobiety:
Mężczyźni:
W nagrodę za zwycięstwo w Polsce Grzegorz Urbańczyk będzie mógł wziąć udział w przyszłorocznym biegu w dowolnie wybranej przez siebie lokalizacji.
Polacy skończyli swój bieg, ale walka o triumf na świecie toczyła się dalej. Walczyli głównie znani ultramaratończycy: Evgenii Glyva z Ukrainy (biegł w Austrii), Georgio Calcaterra (w Weronie) oraz Paul Martelletti (w brytyjskim Silverstone). Po trzech i pół godzinie pokonali ok. 56 km. Wśród kobiet Norweżka Molvik, Francuska Vasseur oraz Bułgarka Shepeleva (biegła w Turcji) – cała trójka pokonała ok. 50 km. Samochód – meta poruszał się już z prędkością 20 km/h.
Po czterech godzinach rywalizacji na trasie przebywało jeszcze 110 osób na całym świecie. Prowadzili Gliva i Calcaterra, którzy pokonali po 60 km. Po chwili biegło już 70, 60, 50 osób. Po kilku kolejnych chwilach na trasie już tylko 20 osób. Znane już było nazwisko zwycięskiej zawodniczki – została nią Norweżka Elise Selvikvag Molvik. Przez 4 i pół godziny pokonała 54 km!
Liderujący przez długi czas Wolfgang Wallner został dogoniony przez metę na 64. kilometrze. Tymczasem do liderującego Glivy dołączył Etiopczyk Lemawork Ketema. W walce o wygraną liczyli się jeszcze Paul Martelletti i Giorgio Calcatera, a także dość niespodziewanie Peruwiańczyk Regimio Herman Quispe – to jedyna piątka, jaka po czterech i pół godzinie rywalizacji, ku ogromnemu zaskoczeniu organizatorów, była jeszcze na trasie.
Pierwszy poddał się Paul Marteletti. Wygrywając Wings For Life w Wielkiej Brytanii pokonał 69 km. Zajął 5. miejsce w imprezie w ujęciu globalnym. Następnie Giorgio Calcatera – przez 4 godziny i 45 minut pokonał 73 km. Odbierając trofeum nie wyglądał na zmęczonego, a niezadowolonego z szybkości samochodu pościgowego.
Gliva, Ketema i Quispe podążali niezmordowani – dwaj pierwsi razem w austriackim Donatau, potomek Azteków samotnie w Limie. W nogach mieli już 75 km. Pasjonujący był pojedynek Ukraińca z Etiopczykiem, którzy próbowali się na sprintach. Gdy Gliva zaczął zabiegać drogę Afrykańczykowi (w dość ordynarny sposób, nie przystający do idei biegu), ten przyspieszył i odskoczył Ukraińcowi. Po chwili Gliva został dogoniony przez samochód pościgowy. Po pół minucie Ketema też się poddał. Pokonał 78,6 km i zajął drugie miejsce w biegu.
Tylko drugie, bo Quispe biegł jak natchniony. Wedle relacji komentatorów biegu, w chwili gdy swój bieg kończyli Gliva i Ketema, Peruwiańczyk miał jeszcze 200m przewagi nad samochodem pościgowym. Ostatecznie zakończył rywalizację po 5 godzinach i 6 minutach, osiągając dystans 80 km i 200m (wynik nieoficjalny). Ależ emocje!
AKTUALIZACJA. Kenijczyk Lemawork Ketama jednak zwycięża! Oficjalne wyniki
Zawodowcy, amatorzy, VIPy - dla wszystkich biegaczy udział w imprezie miał podobny scenariusz. Każdy zakładał swój dystans i plan wykonał. Wielu zrobiło kilka kilometrów więcej, bo „adrenalina rosła z kolejnymi metrami”, jak wyjaśniali przed telewizyjnymi kamerami, czy to w Polsce, Francji czy USA. Po powrocie na metę, autobusem organizatora, tryskali humorem. Tak jak guru polskich maratończyków Jerzy Skarżyński, który założył 33 km, a pokonał 36 km, czy Adam Małysz, który wybiegał 19 km.
– Chciałbym przede wszystkim podziękować kibicom i osobom, które wystartowały w mojej drużynie. Ich doping pomógł mi przebiec prawie dwadzieścia kilometrów. Nigdy w życiu tyle nie przebiegłem. Jak leciałem równym tempem, to się nie męczyłem, dopiero później poczułem zmęczenie. Gdy wracałem autobusem na linię startu, czułem te kilometry w nogach. Jestem bardzo zadowolony, że wystartowałem w tej imprezie! – podsumował swój start mistrz z Wisły.
Na mecie uczestnicy i organizatorzy szeroko podkreśli charytatywny aspekt biegu, z którego dochód trafi do Fundacji Wings for Life (w oficjalnym komunikacie podano, że impreza przyniosła 3 miliony euro.). – Nasza fundacja działa od 10 lat. Programem naszych badań objętych jest 3 mln osób na całym świecie. 130 osób co roku niestety powiększa tę grupę. Każdy z nas jest zagrożony, bo ponad połowa urazów powstaje w wypadkach komunikacyjnych – wyjaśniała przed kamerami TVN24 Izabela Wajde z polskiego biura Fundacji.
– Wings for Life to niezwykła fundacja, bo zbieramy pieniądze na jasno określony cel. Chcemy pomóc tym, którzy nie mogą chodzić – akcentował Michał Krajewski, organizator polskiej edycji Wings for Life World Run.
Nasz komentarz:
Impreza zachwyciła niemal w każdym względzie (wyłączając brak przekazu „na żywo” z peruwiańskiej części biegu). Ci, którzy w tym roku nie pobiegli, z pewnością tego żałowali. Ci, którzy pobiegli mogą czuć się zwycięzcami. Jesteśmy przekonani, że kolejna edycja imprezy będzie jeszcze większa i jeszcze ciekawsza. A wszystko w słusznej sprawie.
GR
na podst. www.wingsforlife.com, TVN24, mat. pras.
fot. facebook, twitter #WIngsforLife, mat. pras.
Wideorelacja organizatora z imprezy: