Doroczny Ogólnopolski Bieg o Kryształową Perłę Jeziora Narie, który w minioną sobotę, tj. 4 lipca odbył się odbył się już po raz siedemnasty, jak zwykle wzbudził emocje wśród biegaczy.
Relacja Małgorzaty Bieniak, Ambasadorki Festiwalu Biegów
Biegać przy 40 stopniowym upale jest wyzwaniem samym w sobie, a jeśli mają to być 33 kilometry w pagórkowatym terenie, robi się wręcz dramatycznie. Tu nie ma przypadków, nie może „się udać”, to jest walka o przetrwanie. Nie ma tu miejsca w którym można po prostu zejść z trasy i wrócić bo bieg wiedzie wokół jeziora.
Organizatorzy nauczeni doświadczeniem związanym z pogodą umożliwili ponownie biegaczom przygotowanie własnych odżywek i napoi. Mogli je zdeponować w koszach, które następnie zostały rozstawione na trasie biegu. Nawadnianiu na mecie służyła nie tylko woda, ale też… arbuzy. Każdy spragniony mógł się posilać się do woli, wystarczyło dla wszystkich.
Gdyby nie pomoc osób na trasie, kurtyny wodne i punkty odżywcze, to trasa byłaby nie do pokonania, szczególnie w takiej temperaturze. Żadnego powiewu wiatru, nawet najmniejszej chmurki na niebie. To moje zdanie, ale powtarzane w tej lub innej formie i kolejności przez wielu uczestników perłowego biegu.
Ten wygrał ubiegłoroczny zwycięzca - Wojciech Kopeć, choć przez dłuższą chwilę biegł jako drugi. Nie udało mu się poprawić zeszłorocznego wyniku, ale w takim upale chyba nikomu nie udało się nawet zbliżyć do wymarzonego czasu.
Z tego samego powodu frekwencja była nieco mniejsza niż rok temu – wystartowało 259 biegaczy. w tym 43 kobiety. Co ważne, zanim rozpoczęła się dekoracja zwycięzców, wszyscy czekali na pojawienie się na mecie ostatniego zawodnika. Brawo.
Prócz nagród, które otrzymali zwycięzcy sponsorzy ufundowali niespodzianki dla siedemnastej zawodniczki i siedemnastego zawodnika na mecie oraz dla przedstawicieli obu płci kończących bieg jako ostatni. Prócz tego każdy kto ukończył bieg, otrzymał kryształową perłę na pamiątkę.
Niektórzy po przekroczeniu mety błyskawicznie wchodzili do jeziora, niektórzy po prostu padali na kolana, jednak wszyscy ostatnie kilometry pokonywali z myślą o czekających na mecie arbuzach. Niewątpliwie to szerokie zaplecze i sprawna organizacja biegu w Kretowinach czynią go wyjątkowym... Warto tu wracać!
Małgorzata Bieniak, Ambasadorka Festiwalu Biegów