Katarzyna Truskawa pracuje w mix zone mistrzostw Europy w Berlinie. Robi to sześć godzin dziennie, codziennie. Uśmiecha się, pomaga, odpowiada na pytania, notuje. Cały czas zajęta. Żeby tu być… musiała wziąć urlop z pracy i zaangażować własne środki finansowe. Wszystko dlatego, że kocha sport, ale sama nie może go uprawiać. Polska wolontariuszka opowiedziała nam trochę więcej o swojej pracy i życiu w Berlinie.
Jak została pani wolontariuszką ME?
Katarzyna Truskawa: Bardzo chciałam być częścią Euro 2012 w Polsce. Jestem kibicem piłkarskim i zależało mi na tym. Żeby zwiększyć swoje szanse, chciałam zdobyć doświadczenie i zostałam wolontariuszką na mistrzostwach Europy w tenisie w 2011. Niestety z tym Euro się nie udało, ale na mistrzostwach tenisistów poznałam fajnych ludzi i połknęłam bakcyla. No i jestem.
Na czym polegają pani obowiązki?
Zajmuję się mediami. Sprawdzam, którzy sportowcy przeszli przez mix zone, ewentualnie wyszukuję sportowca, na którego czeka dziennikarz. Muszę także pilnować, by w strefie znaleźli się dziennikarze z odpowiednimi akredytacjami.
W miejscu, gdzie dziennikarze spotkają się ze sportowcami jest duszno, tłoczno i głośno. Są jakieś zalety tej pracy?
Całe mnóstwo! Mogę obserwować jednocześnie zaplecze pracy dziennikarskiej i dzień z życia najlepszych sportowców Europy. Robię tu to, co lubię. Jestem blisko sportu, którego z powodów zdrowotnych nie mogę uprawiać. Nawet pływać nie mogę, z powodu uczulenia na chlorowaną wodę. Druga strona tej imprezy również mnie pociąga. Studiowałam dziennikarstwo. Nie skończyłam tych studiów, ale temat pozostał mi bliski.
A jakie są wady takiej pracy?
Pracujemy na dwie zmiany, po 6 godzin dziennie. Cały ten czas na stojąco. Trochę bolą nogi i plecy. No i nie mogę sobie tutaj zrobić zdjęcia z polskimi sportowcami. Bardzo żałuję, że nie mam zdjęcia z Adamem Kszczotem...
Jak polscy lekkoatleci reagują na polską wolontariuszkę?
Zazwyczaj zdziwieniem. Często zaczynają do mnie mówić po angielsku i są zaskoczeni słysząc polski. Bardzo zaskoczony był np. red. Szaranowicz, którego poprosiłam o zdjęcie. Natomiast inni ludzie często pytają dlaczego chce mi się to robić za darmo.
To chyba coś więcej niż za darmo. Wolontariusze sami pokrywają część kosztów...
To prawda. Organizator zapewnia wyżywienie. Na mistrzostwach mamy również darmowy transport, ale dojechać do Berlina i pokryć koszty noclegu wolontariusze muszą już we własnym zakresie. Dlatego, bardzo się ucieszyłam, że te zawody odbywają się w Berlinie. Mieszkam tu od 2,5 roku. Mam więc blisko i nie ponoszę dodatkowych kosztów.
Ale musiała pani wziąć urlop?
Rzeczywiście musiałam i trochę się tego bałam. Od kwietnia mam nową pracę w wydawnictwie i nie wiedziałam, jak zareagują przełożeni gdy poproszę o tydzień wolnego. Na szczęście nie było z tym problemu. Zrozumieli, jakie to dla mnie ważne. O tym, że będą tu wolontariuszką wiedziałam od roku i nie chciałam rezygnować.
Jak przebiegała rekrutacja wolontariuszy?
O zawodach dowiedziałam się przypadkiem. Byłam na ISTAF (mityng lekkoatletyczny w 2016r. w Berlinie – red., zobaczyłam baner, że są mistrzostwa i od razu sprawdziłam, czy szukają wolontariuszy. Okazało się, że faktycznie rekrutacja już trwa. Zgłosiłam się i już od roku wiedziałam, że tu będę.
Jakie były kryteria wyboru wolontariuszy? Czy znajomość języków była ważna?
Tak. Języki były ważne, aczkolwiek język niemiecki nie był najważniejszy. Ja znam niemiecki, ale są tu wolontariusze np. z Wielkiej Brytanii, którzy nie mówią po niemiecku. Angielski był ważniejszy, a im więcej języków się zna, tym lepiej. Natomiast innych kryteriów właściwie nie było. Nie przeprowadzano rozmów kwalifikacyjnych.
Wolontariusze sportowi to pasjonaci. Czy to, że wykonujecie wspólnie ciężką pracę, poświęcacie jej czas i pieniądze jakoś was łączy? Trzymacie się razem?
Wspieramy się. Mamy swoją grupę na facebooku, gdzie dzielimy się informacjami, ale też pomagamy sobie, szukamy grupowych zniżek na przejazdy i noclegi, a czasami korzystamy z gościny u wolontariuszy z kraju, w którym odbywają się zawody.
Jak pani spędza czas po tych sześciu godzinach stania?
Padam, leżę i odpoczywam… oglądając sport. Są przecież teraz mistrzostwa pływackie i kolarstwo. Śledzę wszystkie wydarzenia sportowe. Miłość do sportu zaszczepił we mnie tata, który również chętnie oglądał relacje z zawodów.
Jakie przed panią kolejne zawody w roli wolontariuszki? Wybiera się pani do Tokio?
Ze względu na finanse, wybieram zawody bliżej domu. Tokio to chyba dla mnie za daleko, ale w przyszłym roku wybieram się na halowe mistrzostwa lekkoatletyczne do Glasgow. Zaś we wrześniu będzie mnie można spotkać na trasie maratonu w Berlinie.
Polubiła pani Berlin?
Tak. Tu wszyscy są mile widziani i pochodzą z całego świata. Nie odczuwam żadnej dyskryminacji, nie jestem jakoś inaczej traktowana, z tego względu, że przyjechałam z Polski. Moja mama, która przyjeżdża do mnie w odwiedziny z Bydgoszczy, też się tu dobrze czuje. Tylko czasami tęsknię za domowym, polskim jedzeniem, np. pierogami.
Granatowa armia. Przy Mistrzostwach Europy w Berlinie pracuje 3000 wolontariuszy. 65%z nich to kobiety. 1500 z nich to Berlińczycy. Pozostali przyjechali do Berlina z całych Niemiec i 32 przede wszystkim europejskich krajów. Najstarszy z wolontariuszy ma 84 lata. Pracuje w strefie widzów.
Rozmawiała w Berlinie Ilona Berezowska
SPRAWDŹ SIĘ!
Osobom, które chciały by pójść w ślady Katarzyna Truskawy przypominamy, że trwa nabór wolontariuszy na 9. TAURON Festiwal Biegowy. Szczegóły TUTAJ.
red.