„Nie jestem szybki”. Tadeusz Podraza siódmy w 623 km biegu!

– Początek był szybki, ze względu na płaską trasę. Potem miałem kłopoty z nogą, ale też jakoś specjalnie nie cisnąłem. Chciałem tylko ukończyć i wyszło nadspodziewanie dobrze – cieszy się Tadeusz Podraza, siódmy zawodnik 623-kilometrowego biegu Goldsteig Ultra Race w Bawarii.

– Goldsteig to nie tyle bieg, co przygoda w pagórkowatym terenie – wspomina ubiegłotygodniowy start Tadeusz Podraza. – Kryzys przyszedł, a nawet dwa. Pierwszy dopadł mnie podczas czwartej nocy. Powinienem był wykupić sobie nocleg w bazie, a tego nie zrobiłem. Posiedziałem tam chwilę i ruszyłem na trasę w kolejną nieprzespaną noc.Temperatura była w granicach 2 stopni na plusie. Nie było więc opcji, żeby spać po drodze. Łatwo nie było. Spałem w marszu. Widziałem domy, które chciałem zobaczyć, a które chyba wcale nie istniały. Drugi trudny moment przyszedł przedostatniej nocy. Znowu mało snu, skumulowane zmęczenie. Wydawało mi się, że już biegnę 10 minut, a okazywało się, że pokonałem dopiero 200 metrów.

Tadeusz Podraza nie chodzi utartymi ścieżkami. Nie dba o to, które miejsce zajmie, ale zawsze napiera do mety.

Wywodzi się z biegów na orientację. Zaczynał od Kieratu i to ten bieg darzy największym sentymentem, zwłaszcza że właśnie na tym biegu przekroczył swoje pierwsze 1000 km biegania.

Setki na orientację zajmują nadal ważne miejsce w jego kalendarzu. W życiu nie przebiegł żadnego maratonu po asfalcie. Ultramaratony biega dla odpoczynku i relaksu. Dlatego muszą być długie, żeby zdążył się zrelaksować. Te poniżej 100 km go nie interesują.

Pomiędzy startami nie trenuje, a startuje na tyle dużo, że dodatkowe bieganie nie jest mu już potrzebne. Na koncie ma m.in. UTMB. Ukończył też mało znany w Polsce bieg Goldsteig Ultra Race. Mało powiedziane – zajął tam siódme miejsce z czasem 162h02'.

Był to najdłuższy bieg w jego historii, a on był pierwszym Polakiem, który wziął udział w Goldsteig Ultra Race.

– Najdłuższym moim biegiem do tej pory był Tor des Geants (330 km). Ukończyłem już UTMB i ultra w Andorze. Szukałem czegoś innego. Nie lubię biegać tam, gdzie wszyscy biegają. Nie przekonują mnie popularne biegi. Te mniej znane biegi, bywają bardzo fajne – opowiada Tadeusz.

Goldsteig Ultrarace to bieg przede wszystkim trudny i to nie tylko dlatego, że jego uczestnicy biegną ponad 600 km non-stop.

– Imprezę organizuje jedna osoba i jednocześnie ta jedna osoba czuwała nad nami, co oznacza, że poza sytuacjami awaryjnymi, musieliśmy o siebie zadbać sami. Wprawdzie były przepaki, ale tylko cztery, a pierwszy z nich był na 160 km. Do następnego trzeba było przebiec 100 km, a do kolejnego - 160 km – relacjonuje Tadeusz. – Po drodze są pola, lasy, jeziorka i ewentualnie wsie, złożone z kilku domów. Nie ma sklepów, barów, schronisk. Nie ma miejsc, gdzie można kupić jedzenie – objaśnia zawodnik, który musiał dobrze przemyśleć logistykę biegu i zaopatrzenie plecaka. Kwestia aprowizacji została rozwiązana w dosyć niecodzienny sposób

– Przepaki były zlokalizowane w miejscach, w których można było wykupić nocleg lub posiłek. Organizator nie zapewniał, że będzie można się tam przespać, ale za dodatkową opłatą można było z tych miejsc skorzystać. Ja wykupiłem 4 noclegi, natomiast z jedzeniem było różnie – opowiada Tadeszu, wyjaśniając, że posiłki nie były dostępne całą dobę. – Jeśli dotarło się do schroniska w nocy, na kolację liczyć nie należało.

Impreza, na którą wpisowe wynosi 269 euro (na początku zapisów), wymaga więc dodatkowych nakładów finansowych na noclegi i wyżywienie.

– Trzeba jednak dodać, że organizator w cenie wpisowego zapewnił nam pierwszy nocleg przed startem i ostatni nocleg na mecie. Obydwa w dobrych warunkach – mówi Tadeusz Podraza biegu. Dodaje, że bawarski ultramaraton ułożył się dla niego bez większych problemów.

Na razie Tadeusz Podraza dochodzi do siebie. Ze względu na problemy z nogą, najbliższe plany musiał nieco zmienić, ale z pewnością jeszcze go zobaczymy na najdłuższych biegach świata. Myśli o PTL i o Andora Ultra Trail w wersji 233-kiloemtrowym biegu Euforia.

– W bieganiu wiele się dzieje, na pewno coś się w moim kalendarzu znajdzie, ale ja jestem tylko amatorem, zwykłym facetem, który normalnie chodzi do pracy. Jeśli zajmuję jakieś wyższe miejsce, to znaczy, że ci lepsi nie przyjechali (śmiech) – skromnie podsumuje Tadeusz Podraza.

Zapamiętajcie to nazwisko.

IB