Organizator Biegu Wegan: "Jem warzywa, a później biegnę 100km"

Dzisiaj Światowy Dzień Weganizmu. Z tej okazji Robert Zakrzewski, organizator I Biegu Wegan, który w minioną sobotę odbył się w Warszawie opowiedział nam o swoim pomyśle na bieg, planach na przyszłość i o tym, czy trudno zostać weganinem.

Myśląc o imprezach biegowych miałem wyobrażenie imprez otwartych, dla każdej grupy społecznej o różnych sposobach na życie. Jednak Bieg Wegański już samą nazwą określa grupę, do której  jest adresowany?

Bieg jest otwarty. Chcemy przyciągnąć do biegania i do diety wegańskiej szerokie rzesze ludzi. Impreza nazywa się Bieg Wegański, ale startowali tu przecież nie tylko weganie.

Skąd pomysł na Bieg Wegański, którego pierwsza edycja odbyła się w sobotę w Warszawie?

Naszą ideą była chęć promocji diety roślinnej, którą sami stosujemy. Oprócz biegu zorganizowaliśmy targ wegański oraz wykłady dietetyków. Chodziło nam o nagłośnienie tej filozofii i sposobu życia, który działa w sposób holistyczny. Zwracamy uwagę na to, co jemy, zwracamy uwagę na aktywność fizyczną oraz zwracamy uwagę na szeroko pojętą ekologię.

W biegu zwyciężyli mięsożercy, czy to nie jest jakiś paradoks?

Absolutnie. Tu nie chodziło o rywalizację, ani między sobą, ani z czasem. To miał być manifest. Dlatego mieliśmy prowadzących nie, jak to zwykle bywa na czasy bardzo szybkie, nie na 35, 40 i 45 minut, ale na 60, 70, 80 czy 90 minut. W myśl naszego hasła chcemy pokazać, że to wszystko jest łatwiejsze, niż myślisz. Zacząć żyć świadomie jest łatwiej, niż myślisz, zacząć biegać jest, łatwiej niż myślisz, zmienić dietę, jest łatwiej niż myślisz. Na pewno nie chcieliśmy wprowadzać rywalizacji między osobami stosującymi dietę tradycyjną a weganami, czy wegetarianami.

Bieg Wegan jest pierwszym tego typu wydarzeniem w kraju. Czy jest jakaś impreza, która was inspirowała?

Bieg jest naszym autorskim pomysłem. Oczywiście sprawdzaliśmy, czy tego typu wydarzenia miały miejsce. Podobne imprezy rozgrywane są w USA. Jednak jest to inna skala, bo wszystko toczy się w ramach jakiegoś stowarzyszania wegan. W zeszłym roku była próba zorganizowania takiej imprezy w Niemczech. Była to jednak inna formuła, bo bardziej przypominała manifestację w parku, a nawet marsz. Wszystko związane było z twardą promocją weganizmu i ekstremalnych haseł, którymi my nie chcemy epatować. Nam zależy, żeby świecić dobrym przykładem. To, że jem warzywa a później biegnę sto kilometrów, to bardzo dobrze się łączy.

Wiele osób nie wyobraża sobie posiłku regeneracyjnego bez mięsa...

Wbrew pozorom jedząc owoce, warzywa, ziarna, orzechy, kasze i rośliny strączkowe, dużo łatwiej jest biegać, zwłaszcza długie dystanse. Organizm otrzymuje duży zastrzyk energii i nie ma problemu z trawieniem ciężkostrawnych posiłków. Taka dieta jest bardzo popularna wśród biegaczy ultra od najbardziej znanego Scotta Jurka, przez wielu krajowych biegaczy. My również biegamy długie dystanse i stosujemy taką dietę.

Ciężko było zrezygnować z jedzenia mięsa, a także odstawić nabiał?

Jestem nietypowym przykładem i nie polecam nikomu takiej metody... ale mi zajęło to ok. 15 sekund. To nie był przypadek. Biegam od dziesięciu lat i od wielu lat jestem na ścisłej diecie. Przez długi czas, to była dieta klasyczna z minimalną ilością mięsa. Robiłem przerwy w spożywaniu mięsa na miesiąc lub dwa. Nie miałem więc dużej potrzeby, żeby je spożywać. Decyzję, żeby zostać weganinem przyspieszyło też zdiagnozowanie nietolerancji laktozy.

Czy stosowanie diety wegańskiej/wegetariańskiej to jest jakiś problem przy spotkaniach ze znajomymi, gdzieś w restauracjach? W menu nie ma chyba wielu propozycji dla pana?

Dania wegetariańskie pojawiają się coraz częściej w kartach. Dania wegańskie wciąż jeszcze rzadziej w menu, ale wystarczy chwilę po negocjować z kucharzem. Pizza wegańska to jest bardzo prosta sprawa. Zamawiamy ją bez sera z warzywami. Co do makaronów, to sos bez śmietany, bez mięsa i bez ryby. Nie posypujemy też parmezanem. Wszystkie dodatki, jak kasze, buraczki na ciepło, surówki dostaniemy w każdej restauracji nawet w „burgerowni”. Nie wymaga to więc jakiś poświęceń.

Wróćmy do Biegu Wegańskiego. Jakie plany na przyszłość?

Pierwszą edycję uważamy za sukces i to z dwóch powodów: z powodu frekwencji, bo w biegu wzięło udział ponad 300 osób, a sama impreza odbiła się szerokim echem w mediach. To jest coś, co chcieliśmy osiągnąć, czyli wyjść z informacją do społeczeństwa. Myślimy już o kolejnych edycjach. Mamy ambitny cel, żeby od przyszłego roku organizować dwie edycje. Najpierw w maju w ramach Tygodnia Wegetarianizmu w Polsce. Prawdopodobnie zrobimy dwa dystanse. Jeden dla osób, które chcą zamanifestować swój styl życia, a nie są biegaczami. Dla nich byłoby to powiedzmy 3 km, a dla biegaczy „dycha” lub półmaraton. Jesienią natomiast chcielibyśmy zorganizować bieg trochę pod siebie na dłuższym dystansie i już poza miastem. Byłby to bieg taki naturalny, czyli zgodny z filozofią wegan i wegetarian.

Dziękuje bardzo za rozmowę.

Dziękuje bardzo.

Z Robertem Zakrzewskim organizatorem biegu, rozmawiał Robert Zakrzewski, nasz reporter. Zbieżność nazwisk przypadkowa.