W ostatnią trasę wrocławskiego maratonu poprowadzoną w całości na terenie miasta wyruszyło w niedzielny poranek ponad 3 200 osób z około 40 krajów świata. Najlepszemu zawodnikowi do pobicia rekordu trasy zabrakło zaledwie 4 sekund.
Wygrał Kenijczyk Cosmas Mutuku Kyeva - 2:13:32. Co ciekawe, biegacz otrzymał specjalną premię za postawę fair play (5 000 zł). „Podczas całej trasy nawiązywał bowiem kontakt z kibicami i wymieniał się pozdrowieniami z mieszkańcami Wrocławia” - wyjaśniają organizatorzy w komunikacie prasowym.
Drugi w klasyfikacji generalnej, jego rodak Hosea Kiplagat Tuei dotarł to mety prawie osiem minut później, w czasie 2:21:25. Dwa kolejne miejsca również zajęli obywatele Kenii: Isaac Kimutai Ngeno (2:22:28) i Moses Kipruto Kibire (2:24:53).
Wśród pań pierwsza linię mety przekroczyła Węgierka Szabó Tünde (2:43:17), która rok temu dobiegła we Wrocławiu jako trzecia. Za nią na finiszu zameldowały się dwie Kenijki: Hellen Jepkosgei Kimutai (2:44:58) oraz Gladys Jepkurui Biwott (2:45:00).
Najszybszymi z Polaków byli: Przemysław Dąbrowski (2:28:32) oraz Katarzyna Golba, która dystans maratoński skończyła w 2:48:41. Dla byłej chodziarki, a obecnie biegaczki górskiej był to debiut na królewskim dystansie.
Przed biegaczami Stadion Olimpijski – arenę startu – opuścili zawodnicy poruszający się na wózkach, po raz pierwszy rywalizując w osobnych kategoriach: z napędem pośrednim i bezpośrednim. W pierwszej z nich zwyciężył Robert Nowicki (1:11:05), w drugiej Witold Misztela (2:43:37).
W sumie linię mety 37. PKO Wrocław Maratonu przekroczyło 3 151 osób – o 410 mniej niż przed rokiem i 1723 mniej niż w rekordowym 2015 r.
37. PKO Wrocław Maraton wpisał się w miejską politykę „zero waste” – plastikowe kubki do podawania wody na trasie zostały zastąpione biodegradowalnymi. Woda dla zawodników nie pochodziła z plastikowych butelek, dzięki współpracy z MPWiK – trafiała do kubeczków z nalewaków podłączonych do miejskiej sieci wodociągowej. Dodatkowo, plastikowe torby na pakiety startowe zostały zastąpione bawełnianymi workoplecakami, a na Stadionie Olimpijskim na zawodników i kibiców czekały elektryczne hulajnogi i rowery miejskie.
Ostatni taki maraton
Jak informują organizatorzy, tegoroczna edycja była ostatnią z trasą wytyczoną ulicami Wrocławia.
– Postanowiliśmy, że od następnej edycji chcemy wrócić do korzeni, a więc żeby bieg maratoński zawsze finiszował w stolicy Dolnego Śląska, ale startował w miastach z aglomeracji oddalonych od Wrocławia – zapowiedział dyrektor imprezy Wojciech Gąstwa.
red. / mat. pras.