Trzecia edycja Parkowych Hercklekotów w Parku Śląskim wywoływała prawdziwe hercklekoty (ze śląskiego: przyspieszone bicie serca). Pokonanie oblodzonej i ośnieżonej trasy wymagało uwagi i zręczności, ale nie zraziło to uczestników, którzy do mety docierali z uśmiechami, poprzebierani w czerwone stroje, ciągnąc za sobą balony w kształcie serc.
Warunki nie sprzyjały biciu rekordów życiowych, ale zdecydowanie nie o to chodziło kilku setkom biegaczy i kijkarzy, którzy przyjechali do Parku Śląskiego. Na kolejnej z imprez organizowanych przez MK Team chcieli się po prostu dobrze bawić. W kolorowych przebraniach, w rytm głośnej muzyki, biegali po Parku Śląskim, tańczyli na mecie i pozowali do zdjęć na podium. Było głośno, radośnie i kolorowo.
Na trasie biegu roiło się od serduszek, Amorków, Kupidynów i kolorowych spódniczek. Najodważniejsze z pań założyły nawet wydekoltowane sukienki: – To taki hardkorowy strój. Ale ja lubię się przebierać. To sukienka z Kicz Party, które organizowałam jako instruktorka zumby – powiedziała nam Becia Jankowska, ubrana w różową sukienkę z odsłoniętymi ramionami. – Nie przeszkadzała mi w biegu, nic mi nie przeszkadza. Ważne, żeby buty były wygodne. Nie zmarzłam, bo jestem morsem. Zahartowałam się. Bałam się tylko o kostki, bo trasa była strasznie zmrożona i z takimi dziurami, że o skręcenie kostki nie było trudno. Ale poza tym nie było ciężko.
Lód na trasie nie przeraził też grupki przyjaciółek, które na Stadionie Śląskim świętowały swoją pierwszą biegową rocznicę. Agnieszka, Asia, Malwina i Kasia zaczęły przygodę z bieganiem na tej samej imprezie dokładnie przed rokiem. Dzisiaj pobiegły rekreacyjnie, w wielkich okularach w kształcie serce i z uśmiechami od ucha do ucha:
– Biegło się naprawdę ciężko, bo po lodzie. Było straszliwie ślisko, do tego trasa wąska i zatłoczona. Były upadki, ale nikomu nic się nie stało – relacjonowały ze śmiechem. – Mimo wszystko trasa nie była zła. Gdyby nie lód, byłaby naprawdę fajna. Bawiłyśmy się dobrze.
Bohaterem dzisiejszych zawodów dla wielu był pan Kazimierz Łopatka, biegacz z Tarnowskich Gór. W Hercklekotach wystartował w kategorii nordic walking: - Warunki na trasie były bardzo ciężkie. Zalegał na niej zmrożony śnieg i lód. Ja, ponieważ skończyłem już 82 lata, nie odważyłem się na bieg i poszedłem z kijami. To była wielka frajda. Nie spieszyłem się nigdzie – powiedział, choć na metę wszedł dziarskim krokiem i w tempie, którego nie powstydziliby się o połowę młodsi zawodnicy. – Zimowe warunki mnie nie przerażają. Za tydzień znowu startuję. I tak cały rok, jeśli Bóg pozwoli – zapowiedział pan Kazimierz, ujmując nas swoim optymizmem i skromnością.
Idealne podsumowanie zawodów udało się za to innemu z zawodników, Darkowi Jaworkowi: – Trasa była fajna… można było na niej doznać prawdziwych hercklekotów. Zwłaszcza kiedy nóżka się omsknęła na lodzie – powiedział po biegu. – Sam zrobiłem życiówkę… jeszcze nigdy tak wolno nie biegłem! – śmiał się. Pogoda się udała, jak zawsze tutaj. Organizatorzy mają chyba jakiś układ podpisany w tej sprawie. Organizacyjnie też jest coraz lepiej, widać, że biorą sobie do serca uwagi z poprzednich biegów.
KM