Pech Wojciecha Kopcia w Liverpoolu - lekcja dla amatorów

W minioną niedzielę w mieście Beatlesów rozegrano 23. Vitality Liverpool Half Marathon. O zwycięstwo chciał tu walczyć Wojciech Kopeć, legitymujący się rekordem życiowym 1:06.14. Niestety Olsztynianin musiał zejść z trasy.

Nieco ponad 5 mil, czyli 8 km Wojciech pokonał w 26:19 minut. Do lidera tracił w tym miejscu 31 sekund. Międzyczasu Polaka z 10 mili w końcowym protokole już nie ma.

– Niestety kolejny raz musiałem zejść z trasy powodów zdrowotnych, tym razem było to już na 10. kilometrze. Przyczyna to ból ścięgna Achillesa, a nawet obu – wyjaśnia zawodnik w rozmowie z naszym portalem.

Bieg wygrał Etiopczyk Dejene Genzimu, który uzyskał czas 1:06:58. Drugi był Brytyjczyk Benjamin Douglas z wynikiem 1:07.50, a trzeci Daniel Kastrel z rezultatem 1:08:09.

– Jeżeli chodzi o czołówkę półmaratonu, to mogę powiedzieć, że nie było wyróżniającego się zawodnika poza Etiopczykiem, który okazał się zwycięzcą. Na trasie wyglądał na biegacza z wyższej półki. Można powiedzieć, że robił co chciał. Już od początku biegł z flagą w ręku lub na plecach i widać było, że ma wielki luz w nogach – na podbiegach z łatwością przyśpieszał, na prostych uciekał naszej grupie goniącej bez większych problemów – relacjonuje Wojciech Kopeć. Czas zwycięzcy na tej „niełatwej trasie” uważa za bardzo dobry.

– Początkowe tempo było bardzo wolne - około 3:20 min./km. Ale ponieważ czułem się strasznie osłabiony - normalnie w takim tempie robię swoje biegi ciągłe - tego dnia odbierałem to inaczej. Od początku bardzo się męczyłem i powiem szczerze, że ciężko było mi czasami utrzymać grupę. Poza tym lekka choroba, która przyplątała się tydzień przed zawodami, dała mi popalić. Wynikiem tego było osłabienie moich mięśni, a w dalszej konsekwencji bardzo dużym obciążeniem moich Achillesów. Z kilometra na kilometr coraz bardziej mi dokuczały ścięgna, aż w końcu zdecydowałem się na zejście z trasy biegu – wyjaśnia Wojciech Kopeć.

Decyzję o zarzuceniu biegu podjął świadomie, pamiętając o swoich dopiero co zaleczonych urazach. – Był strach przed kolejną poważną kontuzją Achillesów. Po prostu zadbałem o swoje zdrowie. Mogę powiedzieć, że jeżeli zdrowie wróci i dopisze to wrócę na trasę tego półmaratonu za rok, aby powalczyć o zwycięstwo – planuje nasz maratończyk, który chciałby pójść w ślady Bartosza Mazerskiego, triumfatora imprezy z 2012 roku (czas 1:08:41)

Wśród pań najlepsza w Liverpoolu okazała się Irlandka Michelle Nolan z czasem 1:20:19. W rywalizacji wzięło udział blisko 9000 osób.

Przyszłoroczna edycja biegu ma odbyć się 2 kwietnia.

RZ

fot. Archiwum