Puchar Europy EHC w rękach Rafała Wilka! Widzieliśmy to „na żywo”!

Dwa dni, dwa wyścigi, dwóch polskich zawodników. We Włoszech zakończył się finałowy etap Pucharu Europy EHC, który okazał się dla nas bardzo szczęśliwy.

Zmagania w Fossano zaczęły się od wyścigu indywidualnego na czas. Chociaż to Rafał Wilk jest mistrzem świata w tej dyscyplinie, we Włoszech triumfował Giovanni Achenza. Gdy obaj panowie spotkali się w czerwcu w Rzeszowie, to mieszkaniec tego miasta wykorzystał dobrą znajomość trasy i okazał się niegościnny dla Włocha. Tym razem Achenza, włoski kolarz i triathlonista wykorzystał przewagę własnego podwórka i zajął najwyższe miejsce na podium.

Drugiego dnia zawodów wąskie uliczki tego 25-tysięcznego miasta w prowincji Cuneo, zamieniły się w arenę 40-kilometrowego wyścigu najlepszych kolarzy w Europie. Rzeszowianin od początku narzucił mocne tempo, wysunął się na prowadzenie i nie dał się dogonić rywalom. Do mety jechał ze średnią prędkością 33,028 km/h i jej linię przekroczył w czasie 1:13:01. Drugi na mecie Brytyjczyk Brian Aldis miał do niego ponad 5 minut straty.

To zwycięstwo pozwoliło p. Rafałowi wygrać także cały cykl i to właśnie on, zaledwie trzy tygodnie po obronieniu tytułu mistrza świata, został zdobywcą Pucharu Europy EHC! Dokonał tego pomimo problemów technicznych z łańcuchem, który trzeba było założyć ponownie już podczas wyścigu.

- Trasa była ewidentnie pode mnie. Techniczna, wymagająca, z dużą liczbą zakrętów i ponad kilometrowym, mocnym podjazdem. Takie wyścigi lubię najbardziej. Cieszę się, że zdobyłem Puchar EHC. Nie było tu dzisiaj Joela Jeannotta. Jesteśmy rywalami, ale też przyjaciółmi. Do niego trafił Puchar Świata, do mnie Europy - powiedział nam Rafał Wilk na mecie kryterium szosowego.

Rafał Mikołajczyk, mimo przeszkód w postaci gorszego sprzętu, też nie jechał zachowawczo. Robił wszystko, by zyskać punkty pozwalające na zdobycie miejsca na podium w klasyfikacji generalnej.

- Nie uniknąłem błędów. W pewnym momencie nie przeskoczyła mi przerzutka i z przyspieszenia nic nie wyszło. Kilka sekund straciłem również zbyt szeroko wchodząc w zakręt. Coś na pewno straciłem na podjeździe. Jednak pojechałem mocno – powiedział po przekroczeniu linii mety czasówki Mikołajczyk, który tego dnia zajął 5. miejsce. Podczas startu wspólnego rozgrywanego w centrum miasta przy uroczystej oprawie i dopingu kibiców, też pojechał mocno.

- Na zjazdach zawsze dużo ryzykuję, bo wiem, że tutaj mogę nadrobić. Niestety cięższy rower powoduje, że tracę na podjazdach - wyjaśnił nam zawodnik kategorii H1, który rzeczywiście podejmował wielkie ryzyko i na pierwszym okrążeniu zaliczył upadek. Do mety dojechał z mocno otartą ręką. W żaden sposób nie przeszkodziło mu to w zakończeniu cyklu Pucharu Europy na trzecim miejscu. Dokonał tego startując w EHC po raz pierwszy w swojej karierze kolarza ręcznego.

Gratulujemy!

IB