Transgrancanaria – rozmawialiśmy z naszymi i zwycięzcami. Pau Capell: „Dwa pierwsze miejsca? Postanowiliśmy dobrze się bawić!”

Jak już wcześniej wspominaliśmy...

Jedna Transgrancanaria, dwóch zwycięzców. Karolina Obstój druga w Starterze! [WIDEO]

… w ostatnią sobotę flagowy dystans Transgrancanarii – Classic (128 km) po raz pierwszy w historii imprezy miał dwóch zwycięzców. Hiszpan Pau Capell, który w poprzednich latach wygrywał tu trzykrotnie z rzędu, tym razem wbiegł na metę wraz ze swoim rodakiem Pablem Villą, którego w ubiegłym roku wyprzedził o jedno miejsce. Po ostrej walce przez większość trasy i „pokojowym” finiszu, panowie uzyskali czas 13:04:11. Po niedzielnej dekoracji zamieniliśmy kilka zdań z obydwoma triumfatorami.

– Na ostatnich kilku kilometrach biegliśmy już razem – wspominał Pau Capell. – Po trzynastu godzinach naprawdę dobrej walki postanowiliśmy, żeby po prostu dobrze się bawić, wspólnie wbiegając na metę. A co do słońca i upału, tutaj na Gran Canarii to norma. Skończyliśmy na tyle szybko, że załapaliśmy się tylko na początek najgorętszej części dnia. Cieszę się tym bardziej, że to moje czwarte zwycięstwo z rzędu. Może za rok uda się po raz piąty?

– Dwa lata temu wygrałem na Gran Canarii na krótszym dystansie w mistrzostwach Hiszpanii, ale na klasycznym dystansie 128 km to moje pierwsze zwycięstwo – opowiadał nam Pablo Villa – i to w jakim towarzystwie! Pau Capell to jeden z najlepszych zawodników w historii ultrabiegania, więc jestem bardzo szczęśliwy, że wygraliśmy razem. Wcześniej ostro się cięliśmy, ale czasem walka to nie wszystko.

Wypowiedziało się dla nas również troje uczestniczących w Transgrancanarii Polaków.

Wysokie miejsca w Classicu zajęli nasi dwaj utytułowani zawodnicy: dziewiętnasty był Kamil Leśniak, a dwudziesty drugi Rafał Kot. Z tym drugim rozmawialiśmy też kilka godzin przed startem.

Wszystko zimowe, oprócz Transgrancanarii. Rafał Kot przed startem

Teraz Rafał również opowiedział nam krótko o swoich wrażeniach z trasy.

– Mogę normalnie chodzić, wybiegany kilometraż od początku roku zrobił swoje – przyznał. – Bardziej wyniszczyły mnie techniczne zbiegi i długie odcinki po kamulcach, szczególnie te w korytach okresowych rzek. Beskidzkie kamory mogą się przy nich schować. Upał też dał mi się we znaki.

– Trudności technicznych w górach się spodziewałem, ale to niewiele pomogło – stwierdził „Góral z Mazur”. – Były jednak długie fragmenty biegowe, które najlepiej mi wychodziły ze względu na specyfikę mojego treningu. Nie biegam na co dzień w Tatrach, więc pozostawało mi nadrabianie na prostszych odcinkach. Tam też zyskiwałem przewagę nad niektórymi rywalami, którzy wcześniej się zmęczyli.

– Gdybym wiedział, że przed metą brakuje mi pięć minut do współzawodnika biegnącego na trzecim miejscu w naszej kategorii wiekowej, z którym się kilka razy mijaliśmy, to siły na walkę jeszcze by się znalazły – dodał drugi Polak Transgrancanarii Classic. Biegłem jednak ze świadomością, że mogę skończyć gdziekolwiek pomiędzy 15. a 40. miejscem i poza tym nie miałem żadnych informacji. Tak naprawdę zacząłem się rozkręcać dopiero od połowy dystansu. Chciałem pobiec w 16 godzin, zabrakło kilkunastu minut, ale i tak jestem zadowolony i chcę jeszcze tu wrócić.

Wśród wszystkich Polakach na wszystkich dystansów Transgrancanarii, najwyższe miejsce zajęła Karolina Obstój, która wskoczyła na drugi stopień podium biegu Starter (30 km).

– Nie spodziewałam się aż tak wysokiego miejsca – przyznała nasza biegaczka. – Tuż przed wyjazdem chciałam w ogóle zrezygnować z udziału, zniechęcona całym tym zamieszaniem z koronawirusem. Przez organizowanie wszystkiego na ostatnią chwilę i na wariackich papierach, dojazd na start biegu i część obowiązkowego sprzętu załatwialiśmy sobie już tu na miejscu, bo na dystans 30 km wymagana była np. taka sama pojemność naczyń na wodę, co na wszystkie dłuższe biegi.

– W chwili startu wszystko było już tylko w mojej głowie i nogach – stwierdziła Karolina. – Trasa Startera była jedną z trudniejszych, jakie kiedykolwiek biegłam. Z profilu wynikało, że będzie praktycznie cały czas w dół. Myślałam, że te zbiegi będą długie i spokojne. W rzeczywistości okazało się, że pierwsze 2-3 km były pod górę, a później zrobiło się bardzo stromo i technicznie w dół. Niestety robiłam tam za hamulcową, bo bardziej wprawni w takim terenie zawodnicy nie zawsze mieli możliwość mnie wyprzedzić. Jakiś Hiszpan nawet na mnie raz zagwizdał, żebym go przepuściła! (śmiech) Jednak kiedy później nastąpiło wypłaszczenie, to ci kozacy już nie mogli mnie wyprzedzić, a ja jeszcze przeskakiwałam kolejnych. Tak samo było na podbiegach, których naprawdę było więcej, niż na profilu.

– Wiedziałam cały czas, że biegnę na drugiej pozycji. Brytyjka, która była przede mną, bardzo szybko zbiega, więc od początku nie miałam z nią szans na tego typu trasie. Przed nią znalazłam się tylko na krótko na wspomnianym pierwszym podbiegu – wspominała druga zawodniczka Transgrancanarii Starter.

Trzynaste miejsce na tym samym dystansie zajął Jacek Sobas.

Obiegałem Karolinę, nie było innej opcji! – dodał ze śmiechem Jacek do jej relacji. – Po niedawnej walce z kontuzjami nie jestem w najwyższej formie, ale też ruszyłem bardzo ostro. 13. miejsce to chyba najwyższa pozycja wśród polskich mężczyzn na wszystkich dystansach tegorocznej Transgrancanarii, więc jestem zadowolony. Niestety też nie umiem dobrze zbiegać, więc najtrudniejsze było dla mnie to samo, co dla Karoliny.

Niżej podpisany również wystartował w Transgrancanarii Classic. Relacja z trasy po powrocie do kraju.

Z Gran Canarii Kamil Weinberg