Ponad 20 par biegaczy wzięło udział w I Sztafecie Walentynkowej w Słupsku. Zimny i porywisty wiatr nie ugasił uczucia zakochanych (w bieganiu). Nie obyło się jednak bez problemów.
Zawody odbywały się nad klimatycznym Stawkiem Łabędzi. Miejsce miało kojarzyć się romantycznie z łabędziami, złączonymi ze sobą do końca życia, a przynajmniej na dystansie 10 km, bo taką długość miała walentynkowa sztafeta.
Niestety romantyzm runął, gdy topniejący śnieg odsłonił to o czym wspominał już bohater filmu Dzień Świra pytając retorycznie „czy oni kiedyś będą zbierać po swoich ulubieńcach?”. Organizatorzy mieli problem, żeby rozstawić namiot na potrzeby biura zawodów, bo napotykali kupę, tzn. mnóstwo problemów. W końcu jednak opanowali sytuację, choć jak powiedział nam organizator zawodów, bieganie po „polu miniowym” było mocno problematyczne.
Jako pierwsi wystartowali panowie, którzy po półtora kilometra przekazywali swoim wybrankom koszulkę z numerem startowym. Po tym samym dystansie dochodziło do kolejnej zmiany i na trasę wracali mężczyźni. Ostatecznie Panowie mieli do pokonania cztery, a panie trzy okrążenia. Zwyciężyła para Edyta Szczygielska i Sławomir Ćwirko.
– Było bardzo fajnie. Tuż za pętlą można było dopingować swoich partnerów ze sztafety. Tam też zebrało się najwięcej kibiców – powiedział nam Sławomir Ćwirko, organizator zawodów i członek zwycięskiej drużyny. – Ponieważ wśród panów poziom jest bardzo wyrównany, decydowała forma kobiet. Im lepsza dyspozycja pań, tym lepsze miejsce na mecie zajmowała drużyna. Ja miałem dziewczynę „rakietę”, więc wygraliśmy – wskazał nasz rozmówca.
Formuła zawodów tak spodobała się uczestnikom, że organizatorzy nie chcą czekać do kolejnych Walentynek tylko już czerwcu planują zorganizowanie damsko - męskiej sztafety podczas nocnego Biegu Sobótkowego.
RZ
Fot. organizator