[WYWIAD] "Pokażemy w Tokio, że jesteśmy Diablicami" - Justyna Święty-Ersetic, halowa rekordzistka Polski w biegu na 400 m

U progu sezonu halowego Justyna Święty-Ersetic pokazuje doskonałą formę. W sobotę 8 lutego, podczas mityngu Copernicus Cup w Toruniu, należącego do cyklu World Athletics Indoor Tour, wygrała bieg na 400 metrów, poprawiając czasem 51,37 sek. własny rekord Polski o 41 setnych sekundy. Zaraz po rekordowym biegu mieliśmy przyjemność długo porozmawiać z naszą szybkobiegaczką, finalistką ubiegłorocznych MŚ w Dosze w biegu indywidualnym (7 miejsce) i srebrną medalistką w sztafecie 4x400 metrów.

[WYWIADY, ZDJĘCIA, WYNIKI] Rekord świata w tyczce, rekord Polski Justyny Święty-Ersetic, emocje na 800 metrów. Kapitalne wyniki w toruńskim Copernicusie!

Spodziewałaś się takiej eksplozji formy i szybkości już na początku lutego? 

Jestem bardzo zaskoczona! Dopiero drugi raz w tym roku miałam styczność z halą, a w hali jednak trzeba się obiegać. Trener Aleksander Matusiński mówił, że jestem przygotowana na rekord Polski, ale czuję troszkę zmęczenie po zgrupowaniu. Kolejny raz okazało się jednak, że trener zna się na rzeczy i jak zwykle miał rację (śmiech).

W uzyskaniu rekordowego wyniku w dużej mierze pomogła mi Léa Sprunger, za którą mogłam się „przewieźć” przez znaczną część dystansu i zaatakować dopiero na końcówce.

...wykorzystując swój główny atut, czyli piorunujący finisz?

Taaak, chociaż... wiele osób, które oglądały mój pierwszy start w sezonie mówiło, że nie znały zawodniczki z czwartego toru (śmiech). Na mityngu w Düsseldorfie pobiegłam całkiem inaczej: 200-300 metrów „w trupa” i na końcówce, niestety, zabrakło mi sił. Ale ze startu na start próbuję otwierać coraz żwawiej i w dobrych biegach udaje mi się to coraz lepiej. Celem jest znaczne poprawienie pierwszej części dystansu.

Poprawiłaś własny rekord Polski (51,78 sek.) ustanowiony równo 2 lata temu na tym samym mityngu i w tej samej hali. Aż tak dobrze biega Ci się w Arenie Toruń?

Uwielbiam biegać w Toruniu i bardzo się cieszę, że właśnie tutaj udało mi się poprawić rekord Polski! Po biegu podziękowałam Léi Sprunger za wspaniałe poprowadzenie biegu, bo mój wynik to także jej zasługa i powiedziałam, że to najlepsza bieżnia na świecie. Szwajcarka i Holenderka Lisanne De Witte przyznały mi rację w stu procentach. Obie mówiły, że nie mogły doczekać się startu na niebieskiej bieżni w Toruniu!

Ten rekord Polski to Twoje tegoroczne apogeum w hali czy spróbujesz coś jeszcze „urwać” na mistrzostwach Polski, także zresztą w Arenie Toruń (29 lutego – 1 marca)?

HMP to troszkę inne bieganie. Tam będą dwa biegi i rywalizuje się głównie o medale i miejsca, mniej o wyniki. Zdaję też sobie sprawę, że na pewno odczuję ten bardzo szybki bieg i przez kilka dni mogę mieć lekki „zjazd do bazy”, ale myślę, że jeszcze coś się uda w tym sezonie pobiec (uśmiech). Zresztą, planuję jeszcze także starty w kolejnych mityngach World Athletics Indoor Tour i będę chciała pokazać się z jak najlepszej strony.

Odwołanie i przełożenie na przyszły rok Halowych Mistrzostw Świata w Chinach mocno pokrzyżowało Twoje plany?

Nie, przyznam szczerze, że nie brałam bardzo poważnie pod uwagę startu w Nankinie. Późno, dopiero w grudniu, weszłam w okres przygotowawczy, bo poprzedni sezon letni był bardzo długi (po MŚ w Dosze Święty-Ersetic startowała jeszcze w Światowych Igrzyskach Wojskowych w Wuhanie – red.). Wyjazd na HMŚ do Chin wiązałby się z kolejna zmianą strefy czasowej i koniecznością aklimatyzacji, więc zbytnio nie ubolewam nad odwołaniem mistrzostw. Docelową imprezą w tym roku są igrzyska olimpijskie i tylko one się dla mnie liczą.

A jeśli z powodu koronawirusa zostaną odwołane także igrzyska w Tokio?

No to byłby już ogromny żal, ale myślę, że do takiej sytuacji nie dojdzie. (czytaj dalej)


Tak czy tak, mamy nadzieję, że to nie będzie Twój ostatni rekord Polski. Kibice nie mogą się doczekać, kiedy wreszcie zejdziesz poniżej 50 sekund! (rekord życiowy Święty-Ersetic na stadionie to 50,41 sek., drugi wynik w historii polskiej lekkiej atletyki – red.)

Też bym bardzo chciała tak pobiec i usilnie do tego dążę. W biegu poniżej 50 sekund to już wszystko musi się zgrać idealnie, ale mam nadzieję, że uda mi się tej sztuki dokonać. Podstawa to, oczywiście, ciężki trening, ale ogromną rolę odgrywa także głowa i psychika zawodnika, wytrwałość i upór w dążeniu do celu.

Jesienią ubiegłego roku w Dosze osiągnęłaś finał mistrzostw świata, czy podczas igrzysk olimpijskich w Tokio przyjdzie pora na medal?

W sztafecie – jak najbardziej! (śmiech) Jeśli chodzi o bieg indywidualny to będzie bardzo, bardzo trudno. Ja jednak zdecydowanie większe oczekiwania wiążę ze sztafetą, to właśnie w tej konkurencji będziemy walczyły o olimpijski medal i na pewno nie jesteśmy bez szans.

Wobec niektórych waszych mocnych konkurentek są wysuwane podejrzenia o praktyki dopingowe. Jeśli się potwierdzą, może to wam ułatwić zadanie w Tokio, poprawić i tak mocną pozycję w światowej elicie.

Nie da się ukryć. Kontroli jest coraz więcej, od jakiegoś czasu nie biegają z nami Rosjanki, co też jest dla nas znaczącą sprawą. Nasze szanse rosną i zrobimy wszystko, żeby je wykorzystać.

Małgorzata Hołub-Kowalik startowała z Tobą w rekordowym biegu i uzyskała czas 52,85 sek. A potem siedząc tuż przy bieżni oglądałaś drugą serię 400 metrów, w której rywalizowały Twoje koleżanki ze sztafety: Iga Baumgart-Witan 52,39), Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka (52,66) i Anna Kiełbasińska (53,20). Jak oceniasz ich formę i uzyskane wyniki?

Oglądałam ten bieg, ale... miałam jeszcze lekkie zaćmienie w euforii spowodowanej rekordem. Dziewczyny uzyskały wyniki trochę lepsze niż 4 dni temu, na pewno potrzebują jeszcze odrobiny czasu i na Halowych Mistrzostwach Polski na pewno będzie dużo lepiej.

Czas w granicach 52,30 jest bardzo, bardzo przyzwoity, więc wszystko jest na dobrej drodze. Mam nadzieję, że i mnie, i dziewczynom uda się jeszcze „urwać” coś z naszych wyników. Obyśmy wytrwały w zdrowiu przez najbliższe pół roku, a w Tokio będziemy tworzyły piękne wspomnienia.

Sugerujesz, że na igrzyskach Aniołki Matusińskiego mogą przeobrazić się w Diablice?

(śmiech) My już chyba nie raz pokazałyśmy, że nie do końca jesteśmy „aniołkami”. Potrafimy też pokazać przysłowiowe pazurki!

No to na koniec - historia nieco humorystyczna. Gdy jechaliśmy na mityng Copernicus Cup, tuż przed Toruniem minęła nas i wiele innych aut jadąca ze sporą prędkością piękna toyota, za której kierownicą siedział... wiesz kto? Twój mąż, Dawid Ersetic!

Myślę, że przyczyną tak szybkiej jazdy była tęsknota za żoną! I tego się trzymajmy (śmiech). Przyjechałam do Torunia w przeddzień mityngu, a mój mąż dotarł dopiero na zawody. Zaraz do niego pędzę i mam nadzieję, że będziemy mogli choć trochę czasu spędzić ze sobą i cieszyć się z tego, co udało mi się dokonać w Toruniu. A potem znowu - starty i ciężka praca!

Rozmawiał Piotr Falkowski

zdj. autor, Paweł Skraba (Copernicus Cup), Marek Biczyk (PZLA)