Do Lizbony przyjechaliśmy w czwartek wczesnym popołudniem. Z lotniska jedziemy 15 minut taksówką za 8 euro. Mamy 2 dni na zwiedzanie.
W piątek jedziemy do Belem, gdzie oprócz zwiedzania Mosteiro Dos Jeronimos, Terre De Belem i pomnika odkrywców Pardao Dos Descobrimentos...
.... odbieram pakiet startowy na maraton w Centro Cultural De Belem. Jest koszulka techniczna jakiś napój, batonik i worek na depozyt.
Targi Expo niezbyt okazałe i drogie.
W sobotę forsowny całodzienny wyjazd do Sintry. Zwiedzanie, łażenie po górkach i schodach w górę i w dół w ulewnym deszczu, wieczorem jesteśmy wykończeni.
W niedzielę maraton.
Start w Cascais, jakieś 25 km na północ od Lizbony. Wychodzę z hotelu o 5:00, metro jeździ od 6:30 więc 45 minutowym marszem docieram do dworca. Jest pełno biegaczy, którzy z mroku wyłaniają się z bocznych ulic, idąc tak jak ja, na stację.
Pociąg o 6:00 mi ucieka, ale za kwadrans jest następny. W dniu startu komunikacja publiczna jest darmowa dla zawodników.
Jedziemy pociągiem podmiejskim w strasznym ścisku, około 45 minut do Cascais. Jest wciąż ciemno, nad morzem zaczyna się dopiero pokazywać jutrzenka. Wszyscy robią zdjęcia na plaży. Do przejścia mamy około 1,5 km - to jakiś kwadrans. Od razu staję do ichniejszego ToiToi’a, ale trwa to dobre 30 minut. Zostaje mi tak mało czasu na przygotowanie się do biegu, że do depozytu ruszam żwawym krokiem.
Gdy oddaję rzeczy… słyszę strzał startera. Znów biegiem kilkadziesiąt metrów na stert. Dziurą w oddzielających biegaczy płotkach wbiegam do strefy na czas 4h. To trochę zbyt optymistycznie jak na dziś. Jestem zbyt zmęczony ostatnim biegiem w Cisnej i zwiedzaniem Lizbony.
Z taką właśnie dziwną rozgrzewką przekraczam linię startu. Jest już jasno, zapowiada się pogodny bezchmurny dzień, ale na razie wieje chłodna bryza od oceanu.
Pierwsze 8 km biegniemy malowniczą szosą wzdłuż wybrzeża na północ, a więc w stronę przeciwną do Lizbony. Na 8. kilometrze nawrotka oznaczona pachołkiem i z powrotem do Cascais. Dalej do Lizbony.
Pierwsze 10 km robię w 58 minut. Początkowo bufety rozstawione są co 5 km, jest na zmianę woda i woda i izotonikiem. Trasa prosta i dość malownicza wzdłuż wybrzeża. ale cały czas albo lekko pod górkę albo lekki zbieg. Jest dużo Polaków, którzy pozdrawiają się w biegu i wymieniają uwagi. Jest nawet wesoło!
Mijamy kolejno małe, podmiejskie miejscowości Estoril, Parede, Carkavelos i Prais Da Torre, raczej o charakterze letniskowym. Na plażach rozłożyły się malownicze XVII-wieczne forty.
Do 20. kilometra jest bardzo przyjemnie, biegnie się lekko, mimo tych ciągłych, acz spokojnych podbiegów i zbiegów. Czuć już też słońce rozświetlające twarze biegaczy. Nakładam czapkę z daszkiem. Zaczyna się robić gorąco.
Od 23 kilometra bufety rozstawione są już co 2,5 km, jest izotonik, woda, banany, pomarańcze, dwa razy pojawiają się żele energetyczne. Ja nie przesadzam z jedzeniem, łyk „izo” popity wodą, dwa razy pół banana i ćwiartka pomarańczy.
Spoglądam w prawo na Atlantyk , gdzieś tam za horyzontem jest Nowy Świat i Nowy Jork, może kiedyś…
Po mału w dali zaczyna majaczyć drugi brzeg. To oczywiście nie Ameryka, bo zbliżamy się do ujścia Tagu. Na 25. kilometrze, zza zakrętu wyłania się piękny wiszący most Ponte25 De Abril, nazwany tak na cześć Rewolucji Goździków. Biegnę teraz z Kaśką, Polką z Paryża. Jesteśmy już naprawdę blisko celu.
Do 30. kilometra biegnę równo. Czas około 3 godzin, ale muszę już odpocząć.
Zwiększam trochę tempo. Na bufetach maszeruję próbując złapać drugi oddech. Kaśka zostaje w tyle, ale cały czas w kolumnie biegaczy widać i słychać Polaków.
Na wysokości Belem zaczyna się już doping kibiców, to zawsze pomaga w biegu.
Coraz więcej osób przechodzi do marszu, ja jeszcze biegnę ale tempo coraz wolniejsze.
Kilometry upływają leniwie, trochę czuję żołądek ale ogólnie jest „ok”.
Wbiegamy do centrum, jest dużo kibiców. Na 40. kilometrze wyciągam polską flagę i dalej biegnę trzymając ją nad głową.
Zwiększam tempo. Na tych ostatnich metrach wyprzedzam naprawdę dużo biegaczy.
Wbiegamy z nabrzeża w lewo okrążając Praca Do Comercio z boku, następnie przez wielką ozdobną bramę w fasadzie placu, jak przez łuk triumfalny wbiegamy na środek placu razem z biegaczami startującymi dziś w półmaratonie z Mostu Vasco da Gamy, którzy wbiegają z lewej strony przez tą samą bramę.
150 metrów i jest meta
Łapie mnie spiker, mówię parę słów do mikrofonu. Czas 4:22:02 - zgodnie z oczekiwaniami, miejsce 2916.
Na mecie medal i pakiet finiszera. Dają też owocowe lody.
Świetna impreza, sprawnie zorganizowana z malowniczą trasą!
Czuję się świetnie, więc po krótkim odpoczynku kontynuujemy zwiedzanie.
Powrót w poniedziałek Ryanerem do Modlina. na 24 jestem w domu…
Jan Nartowski, Ambasador Festiwalu Biegów