Obecnie sezon biegowy trwa cały rok. Zawody odbywają się o każdej porze roku. Główny termin rozgrywek to jednak wciąż okres wiosenno-jesienny i to właśnie wtedy większość z Was wystartuje pierwszy raz w życiu w biegu na 5, 10 km, w maratonie, a może nawet w biegu ultra.
Niektórzy przygotowują się do swoich pierwszych startów bardzo rzetelnie, inni po kilku treningach wnoszą opłatę decydując się na sprawdzenie nóg i głowy. Czy warto? Czy to zdrowe? Odpowiedzi na te pytania postanowiliśmy poszukać w rozmowie z biegającym od pięciu lat Marcinem Brolem z Katowic, którego – jak się dowiedzieliśmy – pierwszy start w maratonie nauczył pokory i dystansu, a także uświadomił mu, kiedy ciało ma już dość....
Przygoda Marcina z bieganiem zaczęła się od roweru. Jeszcze jako student zakupił wymarzony sprzęt. Przez kilka lat był on jego główną pasją. Spędzał mnóstwo czasu na rowerowych wojażach, także po górach, budując powoli swoją kondycję. Marcin na swym rowerze jeździł również zimą, ale ponieważ o tej porze roku nie jest to już szczególnie komfortowe, w celu utrzymaniu formy do głowy wpada pomysł - bieganie.
Pięć lat temu, znaleziony w internecie jeden z popularniejszych planów treningowych staje się planem biegowym Marcina, który przez kolejne marszobiegi ma doprowadzić go do półgodzinnego ciągłego biegu. Wkrótce na horyzoncie pojawia się pierwszy start w zawodach na 5 km, który okazał się być dużym przeżyciem. Na tyle dużym, że Marcin podnosi poprzeczkę i startuje na coraz wyższych dystansach. 5, 10 km, półmaraton. Kolejnym, wydawać by się mogło oczywistym celem stał się maraton.
– Tak mi się wydawało i tak też zrobiłem. Dziś już tak nie myślę – przyznaje wprost śląski biegacz.
– Ten start po tak krótkiej przygodzie z bieganiem okazał się błędem. Realizując plan, skupiony byłem na celu, ignorowałem sygnały, bóle. I ten bieg skończyłem z nieprzyjemną kontuzją. To była lekcja pokory. Takie ekscesy już się nie powtórzyły, więc myślę, że wyciągnąłem właściwe wnioski. Zmieniłem wtedy podejście do tego mojego biegania. Sądzę, że warto poczekać dłużej na swój debiut na tym koronnym dystansie. Trochę potrenować bieganie do dłuższych dystansów, a swojemu ciału dać czas do spokojnej adaptacji – mówi nam Marcin, którego biegowy życiorys i podejście do biegania powinno skłonić biegaczy-amatorów do refleksji.
Marcin, biegając kilka lat masz już pewne porównanie. Zestawienie: asfalt / teren. Co wybierasz?
Choć zacząłem od startów w biegach ulicznych, to jednak zawsze ciągnęło mnie w bardziej naturalne warunki. Szczególnie w góry. Ale trochę się bałem tych gór. Odkładałem takie szalone starty. Bez sensu. Bo jak już raz spróbowałem, to się zakochałem. To zupełnie inny typ wysiłku. Bardziej interwałowy. No i bieganie po asfalcie na dłuższym dystansie jednak jest trochę nudne. A w górach to charakterystyka terenu dyktuje twoje tempo. Są mozolne podbiegi, kręte, wijące się ścieżki, karkołomne zbiegi. Jest ciekawiej. Każdy bieg jest zupełnie inny. Nawet taka sama trasa nie jest identyczna. Inaczej się biegnie, gdy jest sucho czy błotniście. Gdy ścieżka pokryta jest liśćmi czy śniegiem. Zupełnie inaczej. Także sporo się dzieje, a przy tym dookoła jest po prostu przepięknie. Uwielbiam takie bieganie.
Twój pierwszy maraton zakończył się kontuzją. Nie wspominasz go dobrze, więc skąd pomysł na górskie ultramaratony?
Od tamtego czasu nie biegałem już w maratonach. I na razie nie planuję biegać. Natomiast zdarzało mi się kilka razy startować w dłuższych biegach górskich, m.in. w Chudym Wawrzyńcu. Mam jednak spory respekt przed takimi dystansami. I pokonywałem je raczej spokojnie, bardziej wycieczkowo. Dlatego najmilej wspominam start w Gorce Maraton. Co prawda to nie ultra, ale właśnie tam spróbowałem pobiec mocno, znacznie szybciej. Ten start dał mi naprawdę mocno w kość. Wynik też był fajny i przyniósł sporą satysfakcję jednak nie odważyłbym się na takie tempo na jeszcze dłuższym dystansie. Dlatego dla mnie górskie ultrabieganie to tak naprawdę melodia przyszłości.
Jak wygląda Twój tygodniowy plan treningowy?
Nie mam planu. Od dawna biegam bez żadnych planów. Moje bieganie jest bardziej intuicyjne, kieruje się własnym samopoczuciem. Korzystam oczywiście z najpopularniejszych środków treningowych jak wybiegania, interwały, biegi tempowe, krosowe, podbiegi, przebieżki, wycieczki biegowe. I tempa interwałów i tych biegów tempowych szacuję wg znanych już powszechnie tabelek Danielsa.
Natomiast jeśli chodzi o całą resztę to nie przykładam szczególnej wagi do tego, co wskazuje mi zegarek. Staram się kierować własnym samopoczuciem. Nie lubię też zbyt dużej liczby kilometrów. 40 – 80 km na tydzień. Staram się dbać o jakość szybszego biegania i maksymalnie się na nim skupiać. Przed naprawdę mocnymi treningami oraz zawodami staram się być wypoczęty. No i to oczywiście nie jest samo bieganie. Sporo czasu spędzam też na rowerze, na którym też dojeżdżam do pracy. Gram w badmintona, wspinam się na ściankę itd. Co jakiś czas korzystam również z pomocy fizjoterapeuty, który pomaga mi w odnalezieniu usterek w moim ciele. Dbam o rozciąganie, nie biegam gdy coś boli. I od dłuższego czasu udaje mi się unikać kontuzji. Jak chodzi o starty to też jest chaos.
Gdzie startujesz?
Często zupełnie gdzie indziej, niż to zaplanowałem sobie kilka miesięcy wcześniej. Generalnie jest to mieszanka biegów górskich, krosowych na różnych dystansach, biegów rajdów rowerowych na orientacje, rajdów przygodowych, krótkich triatlonów. Czasem startuje też w biegach ulicznych na 5, 10 km, gdzie mogę się sprawdzić, w obiektywnych warunkach porównać progres. W pierwszym roku mojego biegania było to 25 minut na 5 km i 52 minuty na 10 km. Teraz na „piątke” złamałem barierę 19 minut, a na dychę 38 minut. Zobaczymy, co będzie dalej. Być może spróbuję wreszcie też trochę szybciej pobiec połówkę.
Wspomniałeś o rajdach. Na wielu można Cię spotkać. Co dają Ci takie imprezy?
Jako, że moją drugą pasją jest rower zawsze interesowały mnie także sporty, gdzie te dyscypliny są połączone. Dzisiaj, gdy zawodów jest mnóstwo, coraz więcej jest także triatlonów oraz rajdów przygodowych. I w ramach odskoczni startuję czasem i w takich zawodach. Te moje triathlony to zawsze były kameralne zawody w okolicy. Na krótkim dystansie i rowerach MTB. Bardzo miło je wspominam. Akurat w tych dniach nie mam w planach startów na dłuższym dystansie. To dość wysokie koszta i wymagają sporego zaangażowania w trening. A jednak bardziej mnie ciągnie w góry.
Natomiast bardzo lubię rajdy przygodowe. Połączenie roweru, biegania i innych dyscyplin jak kajaki, wspinaczka, do tego jakieś zadania niespodzianki. Poruszamy się ciągle z mapą i kompasem, a startuje się drużynowo. Więc to po prostu jest bardzo fajne, a przy tym znakomicie wpływa na mój organizm, który rozwijam równomiernie.
A jak wyglądają Twoje przygotowania do górskich zawodów?
Tu jest zupełnie inaczej niż w przypadku biegów ulicznych, gdzie jesteśmy wręcz bombardowani planami treningowymi na różne dystanse, różne wyniki. Wszystko rozpisane tak dokładnie jak tylko się da. Ciężko o takie rozpiski dla biegaczy górskich. I też górale bardzo różnie trenują. Na pewno bardzo ważne jest obieganie w górach. Im więcej czasu biegamy po górach, tym lepiej. Szczególnie zbiegów się najlepiej nauczyć po prostu zbiegając. Ale wiadomo, nie zawsze mamy takie warunki. Jednak jak się dobrze poszuka w swojej okolicy to można znaleźć górkę, na której można się trochę pobawić. Ale generalnie trening nie różni się, aż tak bardzo od zwykłego treningu biegowego. Ważne jest też ogólne, wybieganie, interwały.
Jak ktoś chce spróbować swoich sił w biegach górskich to zdecydowanie polecam zaopatrzenie się w odpowiednie obuwie. Na rynku pojawia się coraz więcej butów dedykowanych do biegania po górach. Głównie chodzi o bieżnik, agresywny daje nam lepsze trzymanie i większą pewność w terenie. Acz nie jest to konieczne, gdy jest sucho. Na pierwszy start polecam krótkie biegi (5-8 km) w stylu alpejskim. Biegnie się głównie pod górę i to generalnie ciężkie biegi. Prawdopodobnie nie uda nam się pokonać całego dystansu biegiem, ale tym nie powinniśmy się przejmować. Dla zdecydowanej większości zawodników jest to marszobieg.
Jakie są Twoje ulubione imprezy biegowe. Gdzie poleciłbyś starty takim biegaczom jak ty?
Choć niespecjalnie pociągają mnie największe imprezy biegowe, to wiele biegów przypadło mi do gustu. Jednak najmilej wspominam biegi górskie takie jak Chudy Wawrzyniec, Gorce Maraton, Bieg na Żar, Skrzyczne czy Wilcze Gronie. To bardzo różne zawody. Ale wszystkie one mają piękne trasy i są świetnie zorganizowane. Bardzo lubię też biegi na 5 km. Nie ma ich zbyt wiele, a to wg mnie idealny dystans żeby dać z siebie wszystko, a po takiej piątce człowiek też szybko się regeneruje.
Poza tym bardzo lubię też miejskie rajdy przygodowe oraz wieczorne biegi na orientację organizowane na Górnym Śląsku. Bardzo ciekawą imprezą jest również Festiwal Biegowy w Krynicy. To prawdziwe święto biegania. Można się wybrać ze znajomymi na cały weekend i każdy odnajdzie tam zawody idealne dla siebie, a może nawet kilka. Podobnie jak w roku ubiegłym, w tym także wybieram się z grupą przyjaciół. Dla mnie to również okazja do wspólnego spędzania czasu wolnego.
Do zobaczenia zatem!
Rozmawiała Klaudia Kapica