- Cieszę się, że po raz pierwszy na tych samych zawodach i ja i Marcin Lewandowski, mogliśmy się cieszyć ze złotego medalu - mówił Adam Kszczot po powrocie z Belgradu, gdzie triumfował na dystansie 800m.
- Jeszcze do niedawna byłem obecnym mistrzem Europy na 800m i chyba jeszcze nie było takiego przypadku w historii, żeby aktualny mistrz ustępował na rzecz zwycięzcy z tego samego kraju i sam został mistrzem na 1500m. Medal na 800m wrócił do Polski - cieszył się sam Marcin Lewandowski, który opowiedział nam więcej szczegółów ze swojego startu w Belgradzie.
- Przede wszystkim jechałem na te zawody bez żadnej presji. 1500m to nie jest mój koronny dystans, więc nikt na mnie liczył i niczego nie oczekiwał. Ale bieg ułożył się pode mnie. Biegłem z tyłu, ale miałem wrażenie, że bieg jest pod moje dyktando. Moim atutem była szybkość, a tempo było dosyć wolne. Czekałem na odpowiedni moment, żeby zaatakować. Gdy zacząłem finisz, już wiedziałem, że się uda - powiedział nam Marcin Lewandowski.
Na 1500m się nasz biegacz (na razie) jednak się nie przerzuca. Podczas MŚ w Londynie pobiegnie na 800m.
- Na 800m jestem sercem i myślami. Mam na tym dystansie jeszcze dużo do zrobienia. Cztery finały na ważnych imprezach, gdzieś tam się ocierałem o te złote medale na Mistrzostwach Świata, na Igrzyskach. Czuję, że złoto na tym poziomie jest w moim zasięgu i dopiero jak zdobędę te najważniejsze krążki, pomyślę o 1500m poważniej - mówił zwycięzca z Belgradu, któremu wynik pozwala z optymizmem myśleć o kolejnych mityngach i poprawianiu rekordów kraju.
Nie byłoby ostatnich sukcesów Marcin Lewandowskiego, gdyby nie 15-miesięczna Zuzia, córeczka koleżanki z piaskownicy, która wymaga kosztownego leczenia. To właśnie ona zmotywowała go do występów w hali. W podzięce biegacz przekazał jej honorarium za udział w Copernicus Cup a także nagrody za HME. - Ja pomogłem Zuzi, a ona pomogła mnie! - skomentował krótko, gdy dowiedziały się o tym media.
IB
fot. Archiwum