"Oby w kwietniu odbył się jakiś maraton!" Henryk Szost wciąż ma nadzieję na igrzyska, kibicuje Kulce i Giżyńskiemu

Ani jeden polski maratończyk nie ma na razie prawa startu w igrzyskach w Tokio. Dwa tygodnie temu kontuzja pozbawiła olimpijskich marzeń Marcina Chabowskiego, pozostali czołowi biegacze zaplanowali kwalifikacyjne starty w kwietniu.

Jednym z najpoważniejszych kandydatów do paszportu olimpijskiego jest Henryk Szost. Rekordzista Polski (2:07:39 w 2012 r.), dziewiąty (a najlepszy z Europy) maratończyk igrzysk olimpijskich w Londynie 2012 (2:12:28) miał walczyć o olimpijskie minimum 19 kwietnia w Wiedniu. Ten maraton został jednak właśnie odwołany, a Szost i inni czołowi polscy maratończycy mają poważny kłopot, bo możliwości startu w kwietniu są coraz mniejsze.

Po kontuzji mistrza Polski Marcina Chabowskiego jesteś najpoważniejszym kandydatem do uzyskania nominacji olimpijskiej?

Nie, dlaczego? Uważam, że całą polską elitę stać na uzyskanie wyniku uprawniającego do startu w Tokio. Minimum nie jest bardzo wymagające, 2:11:30 to wynik najbardziej dostępny od dawna, na pewno do zrobienia przez chłopaków, którzy są obecnie w szczycie swoich możliwości, bo trzydzieści-trzydzieści kilka lat to wiek idealny do biegania maratonu.

Są młodzi zawodnicy jak Szymon Kulka, który jesienią ubiegłego roku bardzo dobrze zadebiutował we Frankfurcie (2:14:35), jest Adam Nowicki, są Arek Gardzielewski, Błażej Brzeziński, Mariusz Giżyński i Yared Shegumo, któremu zabrakło bardzo niewiele (2:11:39 1 grudnia w Walencji – red.). Każdego z nich stać na wynik poniżej minimum olimpijskiego.

Yared Shegumo po Walencji: "Zabrakło kilku sekund, bo wysiadły czwórki. Ale jestem już zdrowy i z Bożą pomocą powalczę o Tokio!"

To spora grupa kandydatów, oby tylko było gdzie biegać, oby odbył się jakiś maraton, w którym moglibyśmy wystartować.

Nie wspomniałeś o Krystianie Zalewskim. Nie ma według ciebie szans?

Nie wymieniłem go, bo nie jest jeszcze maratończykiem (uśmiech). Czekamy na jego debiut, ale na pewno ma duże możliwości i potencjał, by uzyskać minimum.

W niedzielę w Hadze uzyskał czas 1:02:40 w półmaratonie, 6 sekund gorszy od ubiegłorocznego rekordu życiowego z Gdyni. Czy to daje podstawę, by myślał o minimum olimpijskim?

Oczywiście! Ale trzeba pamiętać, że półmaraton i maraton to zupełnie inne dystanse, nie można ich porównywać i przekładać wyniku z „połówki” na czas w maratonie. W mojej długiej karierze widziałem zawodników, którzy biegali półmaraton w 60-61 minut, a w maratonie mieli problem ze złamaniem 2:12, jak na przykład Włoch Andrea Lali.

Katarzyna Jankowska na podium w Hadze w półmaratońskim debiucie! Świetny Krystian Zalewski!

Krystian jest bardzo ambitny, wykonuje – jak widać w mediach społecznościowych – potężnie mocny trening, bardzo duże obciążenia, wiele kilometrów. On zresztą trenując do swojej konkurencji na bieżni 3000 m z przeszkodami robił treningowo w granicach 200 kilometrów tygodniowo, teraz nawet powyżej 200. Przygotowania Krystiana są bardzo solidne i czekamy na pierwszy maraton, zobaczymy jak jego organizm zaakceptuje królewski dystans.

Z Brzezińskim, Kulką i Zalewskim mieliście spotkać się za nieco ponad miesiąc w Wiedniu. Maraton w stolicy Austrii został jednak właśnie odwołany. Co teraz?

Nie wiem. Szczerze. Trenujemy i nie wpadamy w panikę, nie mamy na to wpływu. Możemy tylko zachować spokój i robić swoje, czyli solidnie trenować. Nie miałem planu B na wypadek odwołania biegu w Wiedniu, teraz trzeba szukać czegoś innego. Pod warunkiem, oczywiście, że jakikolwiek maraton się odbędzie, bo może być tak, że do czerwca zostaną odwołane wszystkie imprezy biegowe, nie tylko maratony, ale i biegi krótkie.

Zaplanowany na ten sam dzień co Wiedeń, maraton w Hamburgu też właśnie został przełożony na nieokreślony termin, natomiast w kalendarzu pozostają na razie zaplanowane tydzień później (26 kwietnia) dobre biegi maratońskie w Düsseldorfie i Hanowerze, gdzie już są zgłoszeni Mariusz Giżyński, Adam Nowicki i Yared Shegumo oraz Maraton Londyński.

Muszę porozmawiać z moim menedżerem, razem podejmiemy jakąś decyzję.

A jeśli i te wspomniane maratony zostaną odwołane? Co z minimum na igrzyska jeśli nie będziecie mieli gdzie o nie powalczyć? Może do startu zostaną dopuszczeni wszyscy zawodnicy, których zgłoszą krajowe federacje lekkoatletyczne i komitety olimpijskie?

Nie mam pojęcia. Nie wiem jaka decyzja zostanie podjęta.

Jeśli jednak szczęśliwie uda się wam i spotkacie się na starcie, planujecie w grupie Polaków współpracę czy każdy będzie myślał o sobie i biegł wyłącznie na własny rachunek?

Na każdym z tych maratonów będzie na pewno spora grupa zawodników biegnących na wynik dający międzynarodowe minimum olimpijskie 2:11:30. W Wiedniu miała być grupa prowadzona na czas 1:04:30 na półmetku, więc byłoby z kim biec. Deklarowali to Szymon Kulka i Błażej Brzeziński, tak samo raczej rekordzista Niemiec Arne Gabius. Nie wiem natomiast jak Krystian Zalewski, być może zdecydują z trenerem, że pobiegnie szybciej.

Natomiast ciężko w maratonie mówić o jakiejś współpracy, to jest konkurencja indywidualna. Nie walczymy o medal drużynowy, tu każdy walczy o swój indywidualny, jak najlepszy rezultat. Oczywiście, jeśli będzie sytuacja, że trzeba się zmienić czy sobie pomóc, to na pewno tak będzie, ale generalnie jest to rywalizacja indywidualna.

Do ostatniej niedzieli kwietnia zostało ponad 6 tygodni. I to jest sporo czasu na pracę. Biegałem maratony po 2:09 i przygotowywałem się do nich 7 tygodni, chociaż standardowo do maratonu trenuje się 10 tygodni. Ja tym razem zacząłem na obozie w Międzyzdrojach, mam już za sobą kilka przebiegniętych na dobrym poziomie „trzydziestek”, z szybkością nawet lepszą niż maratońska.

Z mojego długiego doświadczenia wynika, że krótsze, ale solidniejsze przygotowanie też potrafi przynieść bardzo dobre wyniki. Zamierzonym efektem i moim celem będzie bieg w granicach 2:10. Wiem, że jeżeli zdrowie dopisze, będzie mnie na to stać.

Od kilku dobrych lat biegam dwa maratony rocznie regularnie, nie miałem sezonu bez królewskiego dystansu, więc jest pamięć mięśniowa, organizm to pamięta i nie są mi potrzebne aż tak długie jak kiedyś przygotowania. Mam zresztą już 38 lat, regeneruję się wolniej i trenowanie, powiedzmy, 15-tygodniowe zamęczyłoby moje ciało totalnie.

Zakładając, że wszystkim wam uda się wystartować w kwietniu w maratonie, kto – twoim zdaniem - ma największe szanse, by za kilka miesięcy pobiec na olimpijskiej trasie? Wytypuj polską trójkę na Tokio 2020.

Hmmm... ciężkie pytanie... Nie chcę zdeprecjonować żadnego z kolegów, bo naprawdę wszyscy mają możliwości, żeby wywalczyć minimum olimpijskie. Ale jeżeli miałbym typować, to bardzo chciałbym, żeby na igrzyskach pobiegł Szymon Kulka, młody zawodnik, który może biegać naprawdę dobrze, spokojnie poniżej 2:10. Niech by pojechał na igrzyska chociaż po naukę, wystartował i się sprawdził, bo jest bardzo ambitny i dałby z siebie wszystko, nawet w ciężkich warunkach klimatycznych.

Bardzo też kibicuję Mariuszowi Giżyńskiemu, bo zasługuje na to swoją pracą i latami treningu, chyba najbardziej profesjonalnego pośród nas. Bardzo dobrze wygląda Arek Gardzielewski, zresztą wszyscy chłopcy są na takim poziomie, że jeśli mądrze potrenują, to stać ich na minimum. A jeśli zrobi je więcej niż trzech – wtedy będą decydowały najlepsze czasy.

A na rekordzistę Polski nie stawiasz?

No pewnie, że stawiam też na siebie (śmiech). Ale ja byłem na igrzyskach już trzy razy i może to olimpijskie doświadczenie bardziej by się teraz przydało młodszym zawodnikom, przed którymi kariera dopiero stoi otworem? Jasne, że chciałbym jeszcze raz pojechać na igrzyska, czwarty start olimpijski byłby pięknym ukoronowaniem kariery.

Ale jeśli się nie uda, będę dalej realizował swoje zadania w imprezach wojskowych, czasami też w biegach cywilnych. Mam już 38 lat i bardzo będę się cieszył, jeśli pojadę do Tokio, natomiast to nie jest już tak, że nie wyobrażam sobie życia bez tych igrzysk. 

Ile jeszcze lat zamierzasz biegać wyczynowo?

Czuję się na razie bardzo dobrze i jeśli uda mi się uzyskiwać dobre wyniki to będę kontynuował karierę. Na pewno nie powiem teraz, że jeszcze rok i koniec. Jeśli zobaczę, że wyniki lecą na łeb, na szyję i jestem w stanie osiągnąć w maratonie tylko 2:14 - 2:15, to będzie znak, że trzeba kończyć. A jeśli wciąż będę zdolny do wyników na poziomie 2:10 - 2:11, to jeszcze trochę pobiegam (śmiech).

To powodzenia, przede wszystkim na – miejmy jednak nadzieję – którymś maratonie kwietniowym.

Dziękuję bardzo, oby tylko jakiś się odbył!

Rozmawiał Piotr Falkowski