Łukasz Sagan zameldował się w Indiach. Wylądował w New Delhi, skąd przejechał do położonego na wysokości ok. 3500 m n.p.m. miasteczka Leh. Będzie tam mieszkał przez najbliższe prawie 4 tygodnie. W Leh znajduje się baza jednego z najtrudniejszych biegów na świecie, a na pewno najtrudniejszego, w którym 17 sierpnia wystartuje ultras z Krakowa.
To La Ultra - The High na dystansie 555 km! Nie dość, że koszmarnie długi, to jeszcze rozgrywany na przejezdnych tylko w okresie letnim drogach asfaltowych i szutrowych na wysokości od 3500 do najwyżej na świecie położonych przełęczy sięgających 5500 m n.p.m. Wysiłek niewyobrażalny!
Po drodze jest mnóstwo osuwisk skalnych. Zdarzało się w przeszłości, że zawodnicy musieli czekać po kilkadziesiąt minut, aż służby uprzątną z drogi i zrzucą w przepaść świeże ziemię i kamienie tak, by można było przebiec i przejechać.
Biegacze startują 111 km przed Leh, przebiegają przez główne miasto imprezy, docierają do mety biegu na 333 km, po czym uczestnicy dystansu 555 km zawracają i biegną kolejne 222 km do mety w Leh.
Festiwal La Ultra - The High jest organizowany po raz 10. Obejmuje 5 biegów: na 55, 111, 222 i 333 km, a także po raz pierwszy - być może właśnie z okazji jubileuszu - 555 km, na którym wystartuje Łukasz Sagan. – Na starcie tego najdłuższego dystansu stanie nas 7. Moimi rywalami będą Amerykanin, Australijczyk i czterej Hindusi – mówi nam biegacz.
W sumie we wszystkich biegach weźmie udział około 90 zawodników, prawie sami miejscowi Hindusi, co dowodzi, jak trudne jest bieganie w tamtych warunkach.
W Leh będzie jeszcze jeden Polak. Na 222 kilometry pobiegnie mieszkający w Norwegii Grzegorz Gucwa, który w ubiegłym roku ukończył Badwater 135. On do Indii ma przylecieć 6 sierpnia.
Grzegorz Gucwa i Artur Kujawiński na mecie Badwater
Łukasz Sagan został zaproszony do startu w zawodach po tym, jak w listopadzie ubiegłego roku wygrał Authentic Phidippides Run w Grecji, tak zwany „Podwójny Spartathlon” na dystansie 490 km.
"Myślę, że zrobiłem coś wielkiego". Łukasz Sagan triumfator Authentic Phidippides Run
Polak początkowo nie planował startu w Indiach, ale... – Gdy pojawił się nowy dystans 555 km, pomyślałem: „Dlaczego nie?” – opowiada. Zaczął pracować nad zgromadzeniem budżetu i powoli przygotowywać się do startu w ekstremalnych warunkach.
Zaproszenie przez organizatora nie oznacza jakichkolwiek ulg finansowych. Za całość płacą sami zawodnicy. Od wpisowego w wysokości 2500 euro poprzez przelot i zakwaterowanie całej ekipy na miejscu. – Mój budżet na przygotowania i start w La Ultra - The High to ponad 50 tysięcy złotych – szacuje Łukasz Sagan.
– Na pewno nie zrobiłem stu procent tego, co chciałem. Jak to w życiu bywa - pewne rzeczy mi się porozjeżdżały, więc nie przyleciałem do Indii przygotowany idealnie. Stopień gotowości do startu w La Ultra zweryfikuję jednak dopiero podczas pobytu na miejscu, a najbardziej, oczywiście, już podczas samych zawodów.
– Nie chcę i nie mogę więc niczego obiecywać ani deklarować. To będzie dla mnie zupełnie nowe miejsce i nieznane do tej pory doświadczenie – powiedział nam Łukasz Sagan. – Całkowitą niewiadomą jest przede wszystkim to, jak się zachowa mój organizm w warunkach, w których nie tylko nigdy nie biegałem, ale nawet nie byłem. Bo może, na przykład, się okazać, że moje przygotowania w Polsce nie zdadzą się kompletnie na nic!
– Najbardziej brakuje mi, oczywiście, przystosowania do tego co będzie podczas La Ultra - The High największą trudnością: ekstremalnej wysokości. Do kilometrażu jestem dość dobrze przygotowany, zrobiłem na treningu niezłą objętość, ale w naszych warunkach do biegu na himalajskich przełęczach powyżej 5000 m n.p.m. moglem przygotowywać się jedynie wykorzystując trening w komorze hipoksyjnej. Tyle że tego właśnie udało mi się zrobić za mało, znacznie mniej niż chciałem – żałuje biegacz.
– W komorze hipoksyjnej planowałem 3-4 treningi tygodniowo przez okres 5 tygodni. Niestety, możliwości skończyły mi się o wiele szybciej i zrobiłem dosłownie kilka takich treningów. Będę musiał to nadrobić już w rzeczywistych warunkach w Indiach. Biegałem na bieżni mechanicznej w warunkach imitujących wysokość 3000-4000 m n.p.m. To były spokojne wybiegania rzędu 15-20 km w tempie powyżej 5:30/km. Żadnych akcentów szybkościowych nie robiłem – relacjonuje i opowiada o wrażeniach:
– Dało się odczuć, że to wysiłek dla organizmu nieporównywalnie większy niż na nizinach. Jest znacznie mniej tlenu do oddychania. Po pierwszym treningu powyżej 3000 m byłem strasznie zmęczony, wręcz sponiewierany, organizm odczuł każdy kilometr. W Himalajach będzie zapewne jeszcze trudniej, bo dojdą trudne warunki atmosferyczne: ciśnienie, wysoka temperatura. Ciekawy jestem jak będę się czuł „na żywo”.
– Dwa tygodnie przed biegiem muszą mi wystarczyć na aklimatyzację. Mieszkając w Leh na 3500 m n.p.m. każdego dnia pobytu będę się starał wchodzić na wyższą wysokość. Będzie to raczej trekking, choć na pewno coś także pobiegam, żeby adaptować się do wysiłku na tych wysokościach. Część na pewno zrobię indywidualnie, ale wspólne wycieczki w wyższe partie chyba zapewni organizator.
Łukasz nie myśli na razie o jakiejkolwiek strategii na bieg, niczego nie planuje. – Teraz jej ustalanie jest bez sensu, ponieważ wysokośc może zweryfikować i przewrócić do góry nogami jakiekolwiek założenia. Można biegać nie wiadomo jakie dystanse, ale jak zabiorą ci tlen, wtedy wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Z workiem zawiązanym na głowie biegnie się zapewne bardzo słabo, a podejrzewam, że bieg na wysokości znacznie przekraczającej 4000 m można właśnie do tego porównać. A jak dodasz do tego dystans, przewyższenia i temperatury w zakresie od minus 10 do plus 40 stopni... Trudniej chyba być nie może! – mówi opisowo Łukasz Sagan.
Marzenie dotyczące biegu jest na razie zatem tylko jedno: – Ukończyć! Naprawdę. Ja się zastanawiam, czy komukolwiek z naszej siódemki uda się ukończyć dystans 555 km! Myślę, że wynik sportowy stoi na drugim miejscu. Limit na pokonanie tego wyzwania jest dość wyśrubowany, wynosi 132 godziny, czyli 5 i pół doby, co oznacza, że średnio musimy przebiec 100 km na dobę.
Wśród 7 wspaniałych na dystansie 555 km tylko Łukasz Sagan jest himalajskim nowicjuszem, „naturszczykiem”. Amerykanin Matthew Maday wygrał przed dwoma laty bieg na 333 km, Australijczyk Jason Reardon wygrał rok temu 222 km, zaś Hindusi mieszkają i biegają w tamtych warunkach na co dzień. Startowali w La Ultra już dwukrotnie. Zaczynali od 111 km, zaś w ubiegłym roku Munish Dev, Mandeep Don i Ashish Kasodekar stanęli na podium 333 km, zaś Praveen Sharma był piąty na 222 km.
Jeśli chodzi o sprzęt, Polak nie zabrał do Indii niczego nadzwyczajnego. – Bazuję na tym, w czym biegałem do tej pory. Organizator też niczego specyficznego nie wymaga. Musisz być, oczywiście, gotowy na zarówno słońce i upały, jak i niskie, ujemne temperatury, deszcz i śnieg. Trzeba mieć zatem kilka par butów, okulary przeciwsłoneczne, czapeczki, ciuchy lekkie, a także odzież termiczną oraz cieplejszą kurtkę. Ale mnie nic nie powinno zaskoczyć, mam doświadczenia z Grecji, gdzie trzeba było być przygotowanym na wszystko – mówi Łukasz Sagan.
– Cały sprzęt i wszystko, czego potrzebujemy podczas biegu będzie jechało w samochodach z naszymi ekipami serwisującymi. Ten samochód to jedyna rzecz, którą zapewnia nam organizator w ramach wpisowego. Serwis może się włączyć po 87 kilometrze, wcześniej każdy biegnie sam.
W Sagan Teamie będą: moja dziewczyna Ewa, która jest już ze mną w Indiach, a wspiera mnie na zawodach już od 6 lat, Robert Opolski, mający doświadczenie w serwisie na Spartathlonie i biegach wielogodzinnych oraz Michał Złotowski, który zajmie się dokumentacją fotograficzną. Oni dwaj dolecą do nas 11 sierpnia.
Od 2010 roku w La Ultra - The High uczestniczyli w sumie trzej Polacy. W roku 2013 drugie miejsce w biegu na 222 km zajęli ex-aequo Dariusz Łabudzki i Zbigniew Malinowski (rok później przyjaciele wspólnie przebiegli Badwater 135 w Amerykańskiej Dolinie Śmierci), natomiast Dariusz Strychalski dwukrotnie (2015-16) nie ukończył tego dystansu.
Czego przez wyzwaniem życia powinniśmy życzyć Łukaszowi Saganowi? – Ukończenia! – powtarza bez wątpliwości sam zawodnik. – I jeszcze uniknięcia kontuzji, bo w listopadzie czeka na mnie po raz drugi Authentic Phidippides Run. Polak chce obronić tytuł na trasie Ateny-Sparta-Ateny i pokonać trasę 490 km w czasie poniżej 60 godzin, znacznie poprawić ubiegłoroczny wynik 75:36, z którego nie był zadowolony.
– Co do wyniku w La Ultra nie mam żadnych wyobrażeń. Chciałbym ukończyć go w limicie,a każda godzina poniżej 132 będzie sukcesem. Nie mamy żadnego porównania, dystans 555 km pobiegniemy po raz pierwszy. To my będziemy pisać historię tego biegu, to do nas będą odnosić się uczestnicy imprezy w kolejnych latach! – konstatuje Łukasz Sagan.
A na koniec - dobra informacja dla uczestników 10 TAURON Festiwalu Biegowego! Krótko po powrocie z Indii, Łukasz Sagan zjawi się w Krynicy-Zdroju i będzie gościem otwartego, bezpłatnego dla wszystkich Forum Sport-Zdrowie-Pieniądze. Opowie o swoim niesamowitym biegu w Himalajach, a spotkaniu będzie towarzyszył pokaz fotografii z jego startu w La Ultra - The High. Zapraszamy, a na razie życzymy Łukaszowi POWODZENIA!
Piotr Falkowski
zdj. La Ultra - The High, fanpejdż Łukasza Sagana