W sobotnie popołudnie w Kamieńcu k.Tarnowskich Gór odbył się nietypowy bieg: 2. Bieg Rolnika o Złote Gumiaki. Jego wiejski charakter było widać na każdym kroku: uczestnicy w pakietach startowych dostali świeże pomidory, trasa prowadziła przez pola uprawne, medale wykonano z surowego drewna zawieszonego na sznurku do snopowiązałki a najszybsi dostali złote gumiaki.
Trasa, choć bardzo urokliwa, okazała się piekielnie trudna i piekielnie rozgrzana. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, zapewniając dwa wodopoje na dystansie 10 km i kurtynę wodną a mieszkańcy Kamieńca dołączyli się do akcji, polewając zawodników wodą z węży ogrodowych, ale o życiówkach nie było co marzyć. Wszyscy „robili” dzisiaj gorsze czasy niż zwykle, ale na mecie się z nich cieszyli, komentując warunki na trasie.
- Dawno mi się nie biegło tak ciężko. - komentowała Danuta Gabryel z Bytomia – Temperatura dawała się mocno we znaki, trasa też lekka nie była. Choć muszę przyznać, że był klimat, taki fajny, swojski, wiejski. W sumie trasa była ładna, ale brakowało na niej cienia.
Na upał narzekał też Leszek Styczeń z Zabrza, który od startu walczył o miejsce na podium. - Biegło się naprawdę bardzo ciężko. To chyba bał najtrudniejsza dyszka w moim życiu. - przyznał zawodnik – Temperatura była za wysoka trasa ciężka, bez cienia i z podbiegami. Cieszę się, że udało się zrobić jakiś względny czas i wywalczyć trzecie miejsce. Walka w czołówce była dość zacięta, miałem jeszcze szanse dojść zawodnika z drugiego miejsca, ale brakło już sił. Nie ta temperatura. Przy dwudziestu stopniach wszystko byłoby inaczej. Ale impreza udana, dobrze przygotowana, z fajnie oznakowaną i zabezpieczoną trasą.
Na trasie nie zabrało miejscowych zawodników, tych bardziej doświadczonych i debiutantów. Pobiegli pracownicy urzędu gminy i rolnicy, ale największe owacje ze strony kibiców otrzymał tutejszy proboszcz, ksiądz Marcin Kazanowski, który nie tylko objął bieg honorowym patronatem, ale i wziął w nim udział. – Cieszę się, że mogłem pobiec u siebie, że mamy tutaj taką imprezę – powiedział ksiądz Marcin.
– Biegło się dobrze, zwłaszcza przy takim dopingu przyjaciół i parafian. Chciałem dać z siebie wszystko, ale słońce dzisiaj nie pozwoliło. Choć bardzo lubię ciepło i słońce z reguły mi nie przeszkadza, to dzisiaj było naprawdę ciężko. Zdawało się, że nie ma czym oddychać. 34 stopnie i bezwietrzna pogoda to nie są warunki do szybkiego biegania. Ale człowiek i tak daje z siebie wszystko i to właśnie jest najpiękniejsze w bieganiu, bo wtedy jest się spełnionym. Dla mnie 10 km to taki trochę wolniejszy sprint – żartował kapłan. – Zdecydowanie wolę dłuższe dystanse. Lata lecą, wytrwałość jest, ale szybkości brakuje...
Szybkością i wytrwałością wykazali się za to zwycięzcy zawodów. Wśród panów najlepszy był Michał Leśniak, który przyjechał aż z Torunia, bo, jak przyznał, „skusiły go złote gumiaki”. Wraz z nim na podium stanęli Robert Rysz i Leszek Styczeń. Pierwsza trójka pań to: Ewa Pachurka, Beata Mazgaj i Agnieszka Piecuch.
Pełne wyniki: TUTAJ
Rozdaniu nagród towarzyszyły poczęstunek oraz koncert, wszystko odbywało się w piknikowej atmosferze. - Bardzo fajna impreza, z potencjałem. Warto ją bardziej nagłośnić. No i szkoda, że ma limit uczestników. Ale z drugiej strony jest kameralnie. Lubię takie biegi. - podsumowała Danuta Gabryel a my w pełni się z nią zgadzamy.
KM