Impreza odbyła się w nowym miejscu, w nowym terminie i na dodatkowym dystansie. Na uczestników czekały też panele dyskusyjne oraz kuchnia wegańska, a samo wydarzenie otworzyło Ogólnopolski Tydzień Wegetarianizmu.
Tegoroczna formuła Biegu Wegańskiego uległa sporej zmianie. W ubiegłym roku biegano we wrześniu i tylko na dystansie 10 km, teraz zawody zostały poszerzone o popularną „piątkę”. Nowością była także trasa. Rywalizację przeniesiono z okolic Cytadeli na tereny nadwiślańskie.
Start i meta znajdowały się na wielkiej polanie, obok siedziby Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Po kilkuset metrach biegu w wysokiej i mokrej po porannym deszczu trawie, uczestnicy zbiegali w lasek. Tam czekała już parkowo-przełajowa ścieżka Najbardziej wysunięty fragment trasy znajdował się tuż przy moście gen. Grota-Roweckiego. Całość liczyła dokładnie 5 km.
W rytmie reggae
Na początek rozegrano bieg na krótszym dystansie, jakby na rozgrzewkę przed biegiem na „dychę”. Tu od początku faworytem był zawodnik w charakterystycznej koszulce startowej lekkoatletów z Jamajki. Na Żoliborz nie przyjechał jednak Usain Bolt, Asafa Powell czy Nesta Carter, tylko członek grupy Byledobiec Anin Sylwester Kuśmierz. Być może trykot pomógł mu w zdystansowaniu rywali.
– Trasa po deszczu jest śliska. Czasami nawet niebezpieczna na krętej ścieżce wzdłuż Wisły. Do tego 2-3 odcinki „pustyni”, gdzie noga do kostki chowa się w piasku. Wszystko to bardzo spowalniało biegaczy – powiedział nam na mecie „piątki” Sylwester Kuśmierz, któremu… „biegło się super”.
– Tak naprawdę się oszczędzałem, bo startuję też na 10 km. Mam nadzieję, że zostanie mi trochę sił na drugi dystans. Nie boje się o regenerację, bo tempo w pierwszym biegu wyszło mi po ok. 3:40 min./km, czyli takie średnie. Po deszczu na tej trasie trudno było osiągnąć lepszy wynik. Co do koszulki, to lubię startować w „Jamajce”. Wygrałem ją podczas jednego z biegów. Jest to - można powiedzieć - mój talizman. Wygrywałem w niej już nie raz. przed „dychą” muszę ją zmienić, bo jest już cała mokra – oznajmił sympatyczny biegacz.
Silna z warzyw
Wśród kobiet na dystansie 5 km najlepsza okazała się Jagoda Jurkowska, która rok temu zajęła trzecie miejsce w „szyszce”. W tym roku była wśród zwycięzców jedyną osobą stosującą w praktyce dietę warzywną.
– Było super, mimo tego że poranny deszcz zostawił mnóstwo kałuż na trasie. Błota było... w bród, nie brakowało też piachu. Do tego na trasie zalegały powalone konary, przez które trzeba było przeskoczyć. A przy moim wzroście nie jest to takie łatwe. Często musiałam podnosić kolana aż pod samą brodę (śmiech). Cieszę się, że nie muszę dwa razy pokonywać tej pętli – stwierdziła na mecie Jagoda Jurkowska i dodała.
– Jako wegetarianka uważam, że takie imprezy są potrzebne. Jest targ z wystawcami, można się dowiedzieć wiele o wegetarianizmie i weganizmie. Wiele osób uważa, że jest to moda, sposób na lans. Ja widzę tu głębszy sens, bo tu nie chodzi o żadną promocję siebie. Sądzę, że dzięki ludziom takim jak ja zwierzęta maja lepiej, a i my z tego też korzystamy – powiedziała zwyciężczyni biegu na 5 km.
Wygrał, ale z formą „nie jest dobrze”
Gdy wszystkie osoby rywalizujące na dystansie 5 km zakończyły zmagania, rozpoczęły się przygotowania do biegu na „dychę”. Faworytem był Artur Jabłoński – trzeci zawodnik polskiej rundy tegorocznego Wings For Life World Run, zwycięzca pierwszego Biegu Wegańskiego.
Zawodnik i trener w grupie Dream Run na początku mocno ruszył przed siebie, jakby nie straszna mu była śliska, przełajowa trasa. Jego przewaga nad pozostałymi zawodnikami była niepodważalna (biegał w... żółtej koszulce). Na drugim miejscu podążał Sylwester Kuśmierz, który miał małe szanse na zwycięstwo, ale też wypracował sobie bezpieczną przewagę nad trzecim zawodnikiem.
Kolejność na mecie się utrzymała. Artur Jabłoński tak jak przed rokiem zwyciężył główny bieg dnia.
– Od początku czułem się pewnie. Ale też po pierwszym okrążeniu trochę poczułem trudności trasy. Bieg był fajny, typowo przełajowy. Momentami było ślisko i trzeba było zwalniać. Mój wynik też nie jest ciekawy, ale nie dało rady biec tu szybciej. Kopny piach, konary - to wszystko sprawiało, że bieg był wolny i różnorodny. Warunki do biegania było takie sobie, jak dla mnie trochę za wilgotno – analizował Artur.
– Start tutaj potraktowałem jako dobry trening. Wciąż mało ćwiczę. W czwartek zrobiłem pierwsze zajęcia tempowe 6 x 500 metrów w tempie na 3 minuty… Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak trenowałem. Z moją formą jeszcze nie jest dobrze – powiedział na mecie zwycięzca.
Trafny wybór
Wśród kobiet rywalizowały zaciekle o zwycięstwo Agnieszka Krawczyk - ubiegłoroczna zwyciężczyni Biegu Wegańskiego oraz Agnieszka Wójcik z Glinianki. Ostatecznie to ta druga mogła cieszyć się z wygranej.
– W kalendarzu jest dziś wiele imprez, ale postawiłam na ten bieg. I nie żałuję. Są to ciekawe, crossowe zawody. Było naprawdę ślisko, trzeba było skakać przez konary. Nie można było się nudzić w trakcie biegu. Trasa była urozmaicona – opisywała zwyciężczyni. – Nigdy nie interesowałam się dietą warzywną, ale być może po zwycięstwie dowiem się czegoś więcej na ten temat – wskazał Agnieszka Wójcik.
Pełne wyniki znajdziecie w naszym KALENDARZU IMPREZ.
Bieganie to tylko pretekst
Organizatorzy byli zadowoleni z przebiegu imprezy.
– Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Pogoda dodała kolorytu imprezie. Namioty stawialiśmy rano w deszczu. Dla biegaczy może nie wyszło słońce, ale przestało padać. Wybory prezydenckie nie wpłynęły negatywnie na frekwencję. Można przecież zagłosować przed lub po imprezie. Numery startowe odebrało w sumie 600 osób, a frekwencja w poszczególnych begach była podobna – poinformował Robert Zakrzewski, współorganizator imprezy.
– Zgodnie z naszym założeniem Bieg Wegański to nie tylko wydarzenie sportowe. Mamy całą strefę żywności wegańskiej, jest pasta party, są z nami dystrybutorzy wegańskich produktów. Kolejny obszar to strefa wykładów na temat wpływu diety roślinnej na zdrowie. Dodatkowo 10 zł z każdego pakietu startowego przekażemy na schronisko dla zwierząt w Korabiewicach – podsumował organizator. Jak zapowiedział, w ciągu roku mają być organizowane aż dwa Biegi Wegańskie – jeden wiosną i jeden jesienią (ponownie na trasie przy PKOL). Ma to zaspokoić apetyty biegaczy, także w zakresie dietą roślinnej, której stołeczna impreza jest dedykowana.
RZ